WWWWStoję pośród tego wszystkiego, wiatr smaga mi twarz, widzę ogień, który bucha mi we włosy. Staram się uchylic, ale nie mogę się ruszyc.
WWWWNagle wszystko znika.
WWWWMija jakiś czas. Otwieram oczy. Pierwsze wrażenie, kurwa oślepłem. Potem odczuwam ruch.
WWWWSpadam.
WWWWOtoczenie nabiera wyrazistości. Wszystko w depresyjnych, ciemnych barwach. Jedynie to co jest pode mną, pulsuje ciemnoczerwonym światłem.
WWWWPróbuję się rozejrze. Nie za bardzo się da, ale wreszcie udaje się.
WWWWWokół mnie widzę skrzydlate istoty, które również spadają. Nietoperzowe skrzydła starają się zahamowac upadek. W dole zaś morze lawy, buchające gejzery ognia, chmury pyłu...
WWWWŚmierdzi siarką.
WWWWPęd powietrza wyciska łzy, szaleje w uczach, zapiera dech w piersi.
WWWWPojawia się jakiś dźwięk.
WWWWPo chwili dociera do mnie, że to ja krzyczę.
WWWWPo chwili dociera do mnie, że oni też krzyczą.
WWWWNagle jedna z istot pojawia się niebezpiecznie blisko mnie. Jej skrzydła przysłaniają widok, zbliżają się. Widzę tylko skórzastą powierzchnię, półprzeźroczystą błonę naciągniętą na cienki, zakrzywiony szkielet. Jest w nich coś znajomego, ale za cholerę nie wiem co.
WWWWUderzam w nią i ...
WWWWGwałtownie się podniósł. Dysząc ciężko powoli rozejrzał się po pomieszczeniu. Oczy wyłuszczyły z ciemności zarys krawędzi łożka, krzesło pod ścianą, szafkę z lustrem i wieszak. Po drugiej stronie dojrzał kształt komody i drugie krzesło. Odetchnął z ulgą. Był u siebie. Sen odszedł na dobre. Do następnej nocy.
WWWWNie miał pojęcia, dlaczego od dłuższego czasu śnił ten sen. Było w nim coś, co go pociągało, ale przerażało również. Miał wrażenie, że to jest coś, co... dośc kurwa!
WWWWZwlekł się z łóżka i podszedł do szafki. Nie zapalał światła. Nie musiał, widział dobrze. Sięgnął po butelkę i pociągnął z niej solidnego łyka. Beknął donośnie i pomacał spodnie w poszukiwaniu papierosów. Znalazł pomiętą paczkę i zapałki. Zapalił. Ogień przez chwilę oświetlił jego twarz. Była trupio blada, a dziwaczne blizny układały się w szalony, clownowski uśmiech. Zaciągnął się i przymknął oczy rozkoszując się uczuciem, kiedy dym penetrował jego płuca.
WWWWRuszył w stronę drzwi. W ustach czuł smak wczorajszej popijawy i tego, czego jego żołądek nie zdołał utrzymac. Zgniótł papierosa i rzucił go w kąt. Ściągnął spodnie i koszulę, otworzył drzwi i nadal nie zapalając światła, wszedł do kabiny prysznicowej.
WWWWCo jak co, ale najpierw prysznic, świat może chwilę poczekac.

WWWWEryk Rahens, grubawy szef portu Arkham wdusił osobisty kod na klawiaturze i drzwi do jego gabinetu otworzyły z cichym szumem serwomotorów. Wszedł do środka, a drzwi się zamknęły.
WWWW- Światło - wydał polecenie chrapliwym głosem. Komputer nie zareagował. - Światło! - powtórzył głośniej. Zero reakcji. Podszedł do konsoli sterującej.
WWWW- Takie przyzwyczajenie ludzi do wysługiwania się maszynami prowadzi do stagnacji - przytłumiony głos dochodził od strony masywnego biurka. - Nie rób gwałtownych ruchów.
WWWWRahens odwrócił się.
WWWW- Co?! - jego głos zadrżał, ale dłonią powoli sięgnął do przycisku alarmowego na konsolecie.
WWWW- Jak widac, niektórzy zdają się nie rozumiec prostych fraz.
WWWWNagle coś przecieło powietrze i zaraz potem grubas złapał się za rękę.
WWWW- Aaaaaa - krzyknął.
WWWW- Mówiłem - obcy przełknął ślinę z niesmakiem. Wstał i ominął biurko. - Przeprogramowałem twój komputer biurowy. Zapalanie światła na polecenie "światło" było takie, hmmm, prostackie - miał na sobie ciemny płaszcz i kaptur. Dlatego jego głos był taki przytłumiony. - Niech nastanie jasnośc - powiedział i światło się zapaliło. - Widzisz? Przyjemniej.
WWWWEryk Rahens klęcząc, przyciskał do piersi rękę przebitą nożem.
WWWW- Kim... uhhhhh, kim jesteś? ... Czego chcesz? - wybąkał. - Pieniędzy? ... Mam ... dużo ...
WWWW- Nie ośmieszaj się. Myślisz, że przyszedłem po twój zasrany szmal? - postac nachyliła się nad grubasem i zbliżyła kaptur do jego twarzy. - I pomyślec, że takie coś starało się mnie zabic.
WWWWRahensowi rozszerzyły się oczy.
WWWW- Ty!
WWWWTamten odrzucił kaptur. Blada twarz, dziwne blizny, czerwony, nienaturalny uśmiech, czarne oczy...
WWWW- Ja! - i roześmiał się. Jednocześnie złapał grubasa za włosy i odgiął jego głowę do tyłu. - Taki ufny w swoją siłę, że nie masz obstawy?
WWWW- Ale ty nie żyjesz! Sam widziałem... - urwał.
WWWW- Widziałeś tylko to, co chciałem żebyś zobaczył. Musisz użyc czegoś więcej, żeby zabic Roego Jokera - zbliżył swoją twarz do jego. - A teraz utniemy sobie małą pogawędkę, dobrze? - spod płaszcza wyciągnął shotgun. Rahens próbował się odsunąc. Joker oblizał wargę. - Oh, to tylko, by twoje odpowiedzi trzymały się kupy.
WWWW- Czego...
WWWW- Czy to nie oczywiste? - roześmiał się. - Pytanie jest proste. W sumie jakby się zastanowi, to jest całkiem głębokie. Filozoficzne wręcz. Dlaczego?
WWWW- Coooo...
WWWW- Cssssss - Roe położył mu lufę na ustach. - Widzę strach w twoich oczach, czuję jak z ciebie emanuje. Czy to przez tego gnata? Czy to może moje blizny? - przechylił lekko głowę. - Chciałbyś się dowiedziec, skąd je mam?
WWWWGrubas trzęsąc się kiwnał głową. Lufa shotguna gwałtownie skierowała się w stronę nogi. Zagrzmiał strzał, Rahens krzyknął, krew bryzgnęła na ścianę.
WWWW- Ja też bym się chciał tego dowiedziec - Joker wydął wargi. - A teraz skupmy się na rozmowie - poklepał Eryka po policzku. - Tylko nie próbuj mi tu mdlec.

WWWWPół godziny później do gabinetu Eryka Rahensa wpadł oddział ochrony portu. Znaleźli zmasakrowane ciało szefa leżące w kałuży krwi, a obok niewielką kartę z podwójnymi skrzydłami. Kiedy ją odwrócili, zobaczyli, ze ktoś napisał tam jedno słowo. Bum.
