Padła na kolana. Mdłości, które poczuła były niczym w porównaniu z uczuciem przeżerania się substancji w jej żyłach.
Miała ciało fizyczne z organami, którego działanie pewnie chciałby zbadać niejeden biolog w Multiświecie, ale na razie jednak nie mieli na to perspektyw. Jako istota, żywiąca się krwią i energią życiową innych, miała bardzo specyficzny nie tylko 'układ pokarmowy'. Trucizny jako takie, przyjmowane doustnie w formie posiłków, zgodnie z ostrzeżeniami Raflika, nie mogły działać. Ciało wampira w rozumieniu ludzkiej definicji jest martwe, więc o żadnych działaniach trucizny przyjętej w takiej formie nie może być mowy.
Ale nie tyczyło się to Stabilium X, które działało inaczej. Dosłownie wżerało się w jej wnętrze. Z każdym ułamkiem sekundy czuła jak jej organy przestają pracować dobrze znanym rytmem. Płynny kryształ w krótką chwilę przywracał najbardziej prawdopodobną formę. Wampirzyca zaczęła tracić świadomość, nie mogła skupić myśli, w swojej głowie czuła tylko instynkt. To, że wampir będzie głodny jest bardzo prawdopodobne. To, że da radę kontrolować ten głód przez kilka dni przyjmując niewielkie dawki krwi - już nie.
W tym czasie zdążyło się zrobić zamieszanie przy tronie. Podniosła głowę i spojrzała w jadowicie zielone oczy.
-Tak, to ja. Zastrzelcie tego rzymskiego chłopca - Xell...oj.
Czas zwolnił, poruszyła ustami, chciała go ostrzec, ale wtedy wizja zniknęła. Zapadła ciemność.
Sceneria na zewnątrz była idealna do sytuacji. To nie był dobry czas, dlatego oczywiście na niebie świeciły teraz pełną tarczą dwa bliźniacze krążki. Los wyciągnął więc swoją kartę.

Działanie kryształu na Xellas mogłoby wydać się zaskakujące, ale samo istnienie takiej mieszanki w ludzkiej formie było nieprawdopodobne. Wampirzyca zawsze uważała się za wyjątkową i miała rację, ale przez to prawdopodobieństwo było przeciwko niej. Jaki więc mógł być wynik przywracania do najbardziej prawdopodobnej formy?
Zebrani w sali mieli okazję dowiedzieć się czemu nigdy nie śpiewała. Z jej ust wydobył się najpierw krzyk, który szybko przeszedł w tak intensywne tony, że obecne w sali jeszcze całe szklane przedmioty po prostu pękły. Pokaz wokalny zakończył się głuchym rykiem, stworzenia znacznie większego.
Organy zaczęły pracować w naturalny sposób, w ślad za nimi poszło ciało. Zaklęcia utrzymujące je w formie humanoidalnej z chwilą utraty świadomości przestały działać. Zaczęło więc odzyskiwać swój pierwotny wygląd.
Podczas krzyku głowa zdążyła przybrać formę podłużnego pyska, z ilością zębów, której mógł pozazdrościć każdy rekin. Pojawiła się też druga para oczu – złośliwi mogliby powiedzieć, że to dlatego zawsze patrzy tam gdzie nie powinna.
Zarówno kończyny jak i całe ciało zaczęło rosnąć. Skóra ściemniała, aż przybrała kolor czarny, nie była już miękka jak u człowieka, była gruba i twarda. Łapy, które zaczęły się kształtować zakończone były ostrymi pazurami. Z łopatek z mało przyjemnym dźwiękiem przesuwających się kości ‘wyrosły’ wielkie błoniaste nietoperze skrzydła. Pojawił się też długi rozdwojony ogon. W bardziej strategicznych miejscach jak łokcie czy ramiona pojawiły się jakby ‘kolce’. Na całej długości kręgosłupa, aż do końca ogona wyrósł z nich cały grzebień. Kiedy to się działo strzykawka, której nie zdążyła wyjąć wcześniej wystrzeliła do tyłu wprost w czoło gangstera, który do niej strzelił.
Nie trafiła oczywiście, prawdopodobieństwo było zbyt małe - w fortecy wciąż znajdował się kryształ.
W czasie gdy następowało to zwiększenie rozmiaru, a tym samym powrót do realnej wagi, podłoga nie wytrzymała. Zarwała się z głuchym jękiem, ciągnąc piętro w dół wszystkich obecnych, którzy nie zdążyli odskoczyć i się czegoś przytrzymać.
Wśród gangsterów zapanowała panika, czegoś takiego do tej pory tu nie uświadczyli. Owszem Raflik ostrzegał ich, że przybysze mogą stosować dziwne techniki, oraz że nowa broń może zadziałać na niektórych niekonwencjonalnie, ale nikt nie mówił o smokach! Ciekawe czy sam się spodziewał, aż takiej skuteczności swojego wynalazku?
Kryształ przywrócił ją do bardziej prawdopodobnej formy. Tyle, że na nieszczęście Xellas była eksperymentem genetycznym, sztucznym połączeniem gatunków demona mazoku i konkretnej rasy wampira. Miała być bronią Arii. Szansa, że takie stworzenie samo wykształci sobie świadomość, a następnie przybierze humanoidalną postać, było jak wygrana w totka. Szansa, że którakolwiek z tych ras będzie zachowywać się spokojnie, potulnie i z miłością do innych stworzeń była jeszcze mniejsza. Dlatego najbardziej prawdopodobną formą była cielesna wersja jej astralnej postaci, w przypadku Xell była to smoko-podobna bestia. Bardzo wkurzona i głodna bestia, której nie podobało się to ciasne miejsce.
Kłapnęła więc pyskiem w stronę najbliższego ruszającego się punktu.