- KURWA!!! KURWA!!! – Piszczał Behemoth. – Zginiemy! Rygarth, zginiemy! Zawracaj, to jest szaleństwo! Co to było? Co to do ciężkiej cholery miało być?
- Skąd mam wiedzieć? Przymknij pysk i daj mi się skupić szkodniku. Pilnujesz mapy? – Odwarkną na niego Wells
- To i tak nie ma znaczenia! Zginiemy! Mówiłem, żebyśmy zostali w domu! Wiedziałem, że to się tak skończy, ale nie, kto będzie słuchał pieprzonego gryzonia! – Szczur ewidentnie dostał ataku paniki
Raptor, bo taką pieszczotliwą nazwę nadał bolidowi Ryghart, ostro skręcił w prawo przed kanionem.
- Wells, dlaczego zmieniasz ustaloną trasę? – Odezwał się mechanik przez komunikator.
- Biorąc pod uwagę ilu zawodników już wjechało w kanion, ta trasa wydaje się być mniej tłoczna. – Odpowiedział.
- W takim razie uważaj, ponieważ masz za sobą kilku groźnych rywali, żaden z nich nie zawahają się wypalić do ciebie nawet z atomówki.
- Przyjąłem.
- Ty naprawdę lubisz komplikować proste rzeczy co? – Zapytał szczur, już spokojniej
- Wiem co robię, przynajmniej mam nadzieję. - Drugą część zdania Wells powiedział już jak by szeptem.
Trasa nie należała do najprostszych, dużo zakrętów, niektóre nawet sięgające dziewięćdziesięciu stopni, Bardzo ciężko było się porządnie rozpędzić, zwłaszcza, że po chwili trzeba było ostro hamować. Mimo wszystko dystansowo i tak była dużo krótsza, co mogło dać kluczową przewagę.
Yellow line
Re: Yellow line
"Chłop kopiący ziemniaki, to proza realistyczna; chłop kopiący pomarańcze to fantastyka (lub schizofrenia); ziemniaki kopiące chłopa to Sci-Fi"
R. Kot
R. Kot
Re: Yellow line
WWWSzmata była już praktycznie czarna od wszechobecnego smaru, czym zupełnie się nie przejmując - kotołaczka wytarła ręce. Była z siebie wielce zadowolona. Pomyśleć, że pochodziła z zacofanego świata pozbawionego elektryczności, w którym nawet magia była “bajką”. Wystarczyło kilka lat w multiświecie by została jednym z lepszych, oraz jednym z mniej znanych mechaników. Już VF się o to postarała. Uśmiechnęła się na myśl o swojej Opiekunce.
WWWPraktycznie wszystko zostało zrobione. Przednie działka zamontowane i naoliwione, nie miały prawa się zaciąć. Zaraz obok rury wydechowej, ukryty spust oleju, dwa działka przeciwpancerne. Przyjrzała się jeszcze mini laserom zamontowanym przy drzwiach, oraz ruchomym alufelgom, zamieniającym się w śmiercionośne i super ostre tarcze.
WWWGdy już była pewna, że wszystko jest w najlepszym porządku, odeszła na dwa kroki i z miłością spojrzała na auto. Auto miało kolor bezksiężycowej nocy, tylko z tyłu, przy wlewie paliwa, wymalowała znak Opiekunki: Fioletowy Płomień. Znalezienie sprawnego VIPERA z 1994 roku p.p.d.* było nie lada wyzwaniem, do którego musiała wynając całą rzeszę ludzi. Całą karoserię wymieniono na Adamantyt, którego na szczęscie w Agendzie nie brakowało. Jakby miała wymienić wszystkie ulepszenia i zmiany, których dokonała w ten rok, zajęłoby jej to chyba dodatkowy tydzień.
WWWNaiee spojrzała na zegarek i skrzywiła się niezadowolona.
WWW- Spóźnia się - Mruknęła, równocześnie decydując sprawdzenie wszystkiego jeszcze jeden raz.
WWW***
WWWTrzy godziny później alarm w aucie poinformował ją o zawirowaniach magicznych. Coś pyknęło, wzbiło tumany kurzu i na samym środku stała Ona - VF.
WWW- Nareszcie! Wyścig się już zaczął! - Kotołaczka podniosła się na równe nogi, chciała pobiec i przytulić swoją Opiekunkę, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Drzwi pojazdu otworzyły się bezgłośnie do góry a Naiee gestem zaprosiła VF do środka. - Tak jak kazałaś zostawiłam podstawowy system sterowania, chociaż zupełnie tego nie rozumiem. Czy nie wspominałaś, że nie masz prawa jazdy?
WWW- Bzdury! - VF żachnęła się niezadowolona - Mnóstwo czasu grałam w Carmageddon, to nie może być trud...
WWW- Anyway, - Naiee przerwała jej w pół słowa, - nasz system obronny tak czy siak potrzebuje Twojej Magii, więc profilaktycznie podłączyłam także magiczny system sterowania. - VF zbyła to milczeniem, zbliżyła sie do pojazdu aby obejrzeć go z każdej strony.
WWW- Wygląda jeszcze lepiej niż myślałam. Pół mojego życia marzyłam o tym aucie.
WWW- Żyjesz dużo dłużej niż dwukrotność życia tego auta.
WWW- Szczegóły, wiesz o co mi chodziło. - VF umilkła na dłuższą chwilę. - Nadałaś jej jakieś imię?
WWW- Nie, czekałam na Ciebie. To Twoje auto. - Naiee wskazała palcem na srebrną gałkę, - To akumulator magiczny, musisz go naładować zanim gdziekolwiek ruszymy. Powinno Ci to zająć około kilku godzin, więc zaczniesz wyścig znacznie póxniej niż reszta... - VF miała na twarzy nieodgadniony uśmiech, jakby knuła coś bardzo, bardzo głupiego.
WWW- Bzdury kotku, bzdury. - mruknęła i dotknęła srebnrnej gałki.
WWWMomentalnie wszystko rozbłysło. Auto zaświeciło się milionem gwiazd, aby po chwili pokryć się czarnym dymem. Dym “rozrastał się”, a gdy rozmiarem trzykrotnie przekraczał wielkość pojazdu, zaczął przybierać kształt. W warsztacie stanął wielki, czarny gad. Jej oczy oraz nierównomiernie położone plamki błyszczały na fioletowo.
WWWNaiee przełknęła głośno ślinę. Wiedziała co się właśnie stało i była przerażona. VF przelała całą swoją magię w maszynę. Ponowne “naładowanie się”, zajmie jej sporo czasu, przynajmniej pół doby. Widziała, że jej Opiekunka “mruga” przypominając źle działający telewizor. Jej fizyczne ciało w 95% utrzymywane było przez magię, nic dziwnego, że robiła się przeźroczysta. Jak mozna było być tak nieodpowiedzialną!
WWW- Otwórz mi portal na Shiroue, - powiedziała zanurzając się w mgłę, - muszę dogonić wyścig.
WWW- Tak jest! - Naiee podeszła do komputera, zawzięcie klepiąc w klawiaturę. Po chwili przed oczami pojazdu zacz,ął formować się portal. - Jak ją nazwiesz?
WWW- Czy to nie oczywiste Naiee? - Dymny pojazd zaczął mruczeć. - Salamandra!
WWWAuto z piskiem opon wjechało w otwarty portal.
WWW***
WWWNa Shiroue tuż przed linią startu, zaczęła pulsować i rosnąć niebieska plamka. Kilka sekund później z powstałego portalu wyskoczył czarny kształt i śmignął do przodu, wzbijając tumany pyłu.
WWWZ głośników dobiegł dźwięk komentatora
WWW- Drodzy Państwo, właśnie dotarła do nas informacja, że do Yellow Line dołączyła sama Satsuki.
* p.p.d. - Przed Panowaniem Distanta
WWWPraktycznie wszystko zostało zrobione. Przednie działka zamontowane i naoliwione, nie miały prawa się zaciąć. Zaraz obok rury wydechowej, ukryty spust oleju, dwa działka przeciwpancerne. Przyjrzała się jeszcze mini laserom zamontowanym przy drzwiach, oraz ruchomym alufelgom, zamieniającym się w śmiercionośne i super ostre tarcze.
WWWGdy już była pewna, że wszystko jest w najlepszym porządku, odeszła na dwa kroki i z miłością spojrzała na auto. Auto miało kolor bezksiężycowej nocy, tylko z tyłu, przy wlewie paliwa, wymalowała znak Opiekunki: Fioletowy Płomień. Znalezienie sprawnego VIPERA z 1994 roku p.p.d.* było nie lada wyzwaniem, do którego musiała wynając całą rzeszę ludzi. Całą karoserię wymieniono na Adamantyt, którego na szczęscie w Agendzie nie brakowało. Jakby miała wymienić wszystkie ulepszenia i zmiany, których dokonała w ten rok, zajęłoby jej to chyba dodatkowy tydzień.
WWWNaiee spojrzała na zegarek i skrzywiła się niezadowolona.
WWW- Spóźnia się - Mruknęła, równocześnie decydując sprawdzenie wszystkiego jeszcze jeden raz.
WWW***
WWWTrzy godziny później alarm w aucie poinformował ją o zawirowaniach magicznych. Coś pyknęło, wzbiło tumany kurzu i na samym środku stała Ona - VF.
WWW- Nareszcie! Wyścig się już zaczął! - Kotołaczka podniosła się na równe nogi, chciała pobiec i przytulić swoją Opiekunkę, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Drzwi pojazdu otworzyły się bezgłośnie do góry a Naiee gestem zaprosiła VF do środka. - Tak jak kazałaś zostawiłam podstawowy system sterowania, chociaż zupełnie tego nie rozumiem. Czy nie wspominałaś, że nie masz prawa jazdy?
WWW- Bzdury! - VF żachnęła się niezadowolona - Mnóstwo czasu grałam w Carmageddon, to nie może być trud...
WWW- Anyway, - Naiee przerwała jej w pół słowa, - nasz system obronny tak czy siak potrzebuje Twojej Magii, więc profilaktycznie podłączyłam także magiczny system sterowania. - VF zbyła to milczeniem, zbliżyła sie do pojazdu aby obejrzeć go z każdej strony.
WWW- Wygląda jeszcze lepiej niż myślałam. Pół mojego życia marzyłam o tym aucie.
WWW- Żyjesz dużo dłużej niż dwukrotność życia tego auta.
WWW- Szczegóły, wiesz o co mi chodziło. - VF umilkła na dłuższą chwilę. - Nadałaś jej jakieś imię?
WWW- Nie, czekałam na Ciebie. To Twoje auto. - Naiee wskazała palcem na srebrną gałkę, - To akumulator magiczny, musisz go naładować zanim gdziekolwiek ruszymy. Powinno Ci to zająć około kilku godzin, więc zaczniesz wyścig znacznie póxniej niż reszta... - VF miała na twarzy nieodgadniony uśmiech, jakby knuła coś bardzo, bardzo głupiego.
WWW- Bzdury kotku, bzdury. - mruknęła i dotknęła srebnrnej gałki.
WWWMomentalnie wszystko rozbłysło. Auto zaświeciło się milionem gwiazd, aby po chwili pokryć się czarnym dymem. Dym “rozrastał się”, a gdy rozmiarem trzykrotnie przekraczał wielkość pojazdu, zaczął przybierać kształt. W warsztacie stanął wielki, czarny gad. Jej oczy oraz nierównomiernie położone plamki błyszczały na fioletowo.
WWWNaiee przełknęła głośno ślinę. Wiedziała co się właśnie stało i była przerażona. VF przelała całą swoją magię w maszynę. Ponowne “naładowanie się”, zajmie jej sporo czasu, przynajmniej pół doby. Widziała, że jej Opiekunka “mruga” przypominając źle działający telewizor. Jej fizyczne ciało w 95% utrzymywane było przez magię, nic dziwnego, że robiła się przeźroczysta. Jak mozna było być tak nieodpowiedzialną!
WWW- Otwórz mi portal na Shiroue, - powiedziała zanurzając się w mgłę, - muszę dogonić wyścig.
WWW- Tak jest! - Naiee podeszła do komputera, zawzięcie klepiąc w klawiaturę. Po chwili przed oczami pojazdu zacz,ął formować się portal. - Jak ją nazwiesz?
WWW- Czy to nie oczywiste Naiee? - Dymny pojazd zaczął mruczeć. - Salamandra!
WWWAuto z piskiem opon wjechało w otwarty portal.
WWW***
WWWNa Shiroue tuż przed linią startu, zaczęła pulsować i rosnąć niebieska plamka. Kilka sekund później z powstałego portalu wyskoczył czarny kształt i śmignął do przodu, wzbijając tumany pyłu.
WWWZ głośników dobiegł dźwięk komentatora
WWW- Drodzy Państwo, właśnie dotarła do nas informacja, że do Yellow Line dołączyła sama Satsuki.
* p.p.d. - Przed Panowaniem Distanta
Avatar stworzony przez tego uzdolnionego Pana.
Re: Yellow line
Piąta minuta i trzydziesta kropelka potu. Silnik za plecami wył tak mocno, że wzbity piach dawnego pobojowiska zdawał się się nie wydawać żadnego dźwięku, choć z furią obijał się o pancerne szyby przerobionego Diablo. Wymalowane na pojeździe czarne skrzydła i wkomponowana w nie liczba 888 zaczęła tonąć pod warstwą brudu i gdyby dało się zwizualizować stan ducha kierowcy, można by dopatrzyć się pewnych analogii. Spięty, targany rozterkami wymijał właśnie kolejny kawał wystającej z ziemi blachy. Zapewne fragment jakiegoś powojennego czołgu albo transportowca których kawałki walały się dookoła.
-Co jest ze mną? To przecież mój teren, nie powinienem mieć sobie równych na tym odcinku. - Maczer zastanawiał się przez chwilę czy nie zrzucić trochę amunicji aby zmniejszyć wagę pojazdu jednak szybko doszedł do wniosku, że robienie sobie wrogów na dzień dobry nie może zbytnio popłacić. Uznał, że będzie trzymał się na razie środka, nie przemęczając maszyny. Może dzięki temu uda się nawet ominąć pierwszego pit box-a i wtedy nadrobi dotychczasowe straty. Nie mógł jednak rozgryźć przyczyn swojego stanu. Jakaś aura wywołujące silne uczucie defetyzmu. Zapowiedź czegoś złego.
Kobieta z czarnymi skrzydłami zamajaczyła mu przed oczami. Wyglądała znajomo i momentalnie zrozumiał, że to nie było zwykłe przywidzenie. Dotarło też do niego, że aby wygrać wyścig nie wystarczy mu tylko pokonać szalenie groźnych rywali. Przyjdzie mu stoczyć bój ze sobą samym. Tych pierwszych znał, widział i choć wiedział, że nie będzie łatwo to miał jakieś pojęcie jak z nimi walczyć. Z tym ostatnim....
*DUM*
Samochód podskoczył i kierowca z trudem opanował samochód doprowadzony do granicy przyczepności.
-Weź się w garść kapłanie - przewodniku– Pomyślał kąśliwie i zarejestrował w lusterku kawałek ledwie wystającej, pordzewiałej lufy. W następnym ułamku sekundy dokładnie przed samochodem zauważył kolejny kawał blachy. Ten wyglądał na całkiem nowy i, co zaskakujące, pokryty topniejącym lodem. Niestety był stanowczo za blisko
*DUM*
Lancer – trochę ironicznie nazwana przeróbka Diablo - zahaczył osłoną tylnego koła o kawał metalu, ponownie wymuszając na kierowcy trudne manewry prostujące kurs. Odbyło się bez szkód ale Maczer stwierdził, że wspomoże się dodatkowo sensorem metalu. Urządzenie miało pomóc wyszukiwać pozostałych rywali w dziczy ale mogło też przydać się do wymijania powojennych pozostałości których nie mógłby wyłapać okiem.
Kilka kliknięć i brwi upadłego anioła uniosły się znacznie. Odczyt wskazywał na regularnie poukładane na planie prostokątu metalowe elementy szczelnie oplatające portal do następnego odcinka. Miny? Kolce? Zaczął intensywnie myśleć nad planem działania. Poczekać aż ktoś utoruje drogę? Może jest inny sposób?
I wtedy dostał olśnienia. Wylegujący się przy portalu zdewastowany kadłub transportowca bojowego miał otwartą rampę załadunkową oraz zdezintegrowaną kabinę. Przy odrobinie wyobraźni tworzył z ładowni elegancką skocznię skierowaną wprost do portalu. Ewidentnie nie leżał tam przypadkowo.
Maczer zaczął ustawiać się do skoku przyśpieszając swój pojazd a na ustach jego szerzył się uśmiech. Zaczął doceniać fantazję studentek Akademii.
-Co jest ze mną? To przecież mój teren, nie powinienem mieć sobie równych na tym odcinku. - Maczer zastanawiał się przez chwilę czy nie zrzucić trochę amunicji aby zmniejszyć wagę pojazdu jednak szybko doszedł do wniosku, że robienie sobie wrogów na dzień dobry nie może zbytnio popłacić. Uznał, że będzie trzymał się na razie środka, nie przemęczając maszyny. Może dzięki temu uda się nawet ominąć pierwszego pit box-a i wtedy nadrobi dotychczasowe straty. Nie mógł jednak rozgryźć przyczyn swojego stanu. Jakaś aura wywołujące silne uczucie defetyzmu. Zapowiedź czegoś złego.
Kobieta z czarnymi skrzydłami zamajaczyła mu przed oczami. Wyglądała znajomo i momentalnie zrozumiał, że to nie było zwykłe przywidzenie. Dotarło też do niego, że aby wygrać wyścig nie wystarczy mu tylko pokonać szalenie groźnych rywali. Przyjdzie mu stoczyć bój ze sobą samym. Tych pierwszych znał, widział i choć wiedział, że nie będzie łatwo to miał jakieś pojęcie jak z nimi walczyć. Z tym ostatnim....
*DUM*
Samochód podskoczył i kierowca z trudem opanował samochód doprowadzony do granicy przyczepności.
-Weź się w garść kapłanie - przewodniku– Pomyślał kąśliwie i zarejestrował w lusterku kawałek ledwie wystającej, pordzewiałej lufy. W następnym ułamku sekundy dokładnie przed samochodem zauważył kolejny kawał blachy. Ten wyglądał na całkiem nowy i, co zaskakujące, pokryty topniejącym lodem. Niestety był stanowczo za blisko
*DUM*
Lancer – trochę ironicznie nazwana przeróbka Diablo - zahaczył osłoną tylnego koła o kawał metalu, ponownie wymuszając na kierowcy trudne manewry prostujące kurs. Odbyło się bez szkód ale Maczer stwierdził, że wspomoże się dodatkowo sensorem metalu. Urządzenie miało pomóc wyszukiwać pozostałych rywali w dziczy ale mogło też przydać się do wymijania powojennych pozostałości których nie mógłby wyłapać okiem.
Kilka kliknięć i brwi upadłego anioła uniosły się znacznie. Odczyt wskazywał na regularnie poukładane na planie prostokątu metalowe elementy szczelnie oplatające portal do następnego odcinka. Miny? Kolce? Zaczął intensywnie myśleć nad planem działania. Poczekać aż ktoś utoruje drogę? Może jest inny sposób?
I wtedy dostał olśnienia. Wylegujący się przy portalu zdewastowany kadłub transportowca bojowego miał otwartą rampę załadunkową oraz zdezintegrowaną kabinę. Przy odrobinie wyobraźni tworzył z ładowni elegancką skocznię skierowaną wprost do portalu. Ewidentnie nie leżał tam przypadkowo.
Maczer zaczął ustawiać się do skoku przyśpieszając swój pojazd a na ustach jego szerzył się uśmiech. Zaczął doceniać fantazję studentek Akademii.
Dalej sie uciec chyba nie dalo. Ale to i tak nie pomoglo =]
Re: Yellow line
Maczer odczuł silne uderzenie przy lądowaniu. Trafił na krętą, górską drogę, ciągnącą się szlakiem naturnalnyh mostów i jaskiń. Trasa wymagała od pojazdów sporej zwrotności. Gdzieś z przodu błysnął zderzak należący do jakiejś babki. I chyba nie tutejszej, bo widać, że jazda sprawiała jej sporo trudności. Niestety znaczyło to również , że nie będzie ją łatwo wyminąć, bo zdarzały jej się sporadyczne zygzaki. Podskoczył prawym kołem na jakimś wyboju. Co gorsza, w lusterku pojawił się ktoś jeszcze. Szary pojazd o znaczniej mniej dynamicznych kształtach, prawdopodobnie z powodu dużej ilości uzbrojenia. Kierowca jednak nie cisnął ostro gazu, ani nie wykonywał drastycznych manewrów, jechał spokojnie i stabilnie. Ostry zakręt i droga w dół. Anioł zerknął jeszcze raz w lusterko i wstrzymał oddech. Goniący był już kilka metrów za nim.
Tarieth przy następnym łuku podjechał od zewnętrznej i wyczekał na odpowiedni moment
„ Za dużo myślisz Maczer, przy tych prędkościach nie ma czasu na zastawianie się, trzeba polegać na wyrobionych odruchach. Może to Cię zmusi do działania”.
na prostej wcisnął gaz i minął anioła. Czas ocenić umiejętności Sat, lekkie uderzenie w prawą część zderzaka na najbliższym zakręcie, powinno ją ściągnąć z drogi. Wjechali do jaskini zakręt w lewo, a tuż zaraz następny w prawo. Włączył potężne przednie reflektory i wjechał w tył pojazdu dziewczyny.
Tarieth przy następnym łuku podjechał od zewnętrznej i wyczekał na odpowiedni moment
„ Za dużo myślisz Maczer, przy tych prędkościach nie ma czasu na zastawianie się, trzeba polegać na wyrobionych odruchach. Może to Cię zmusi do działania”.
na prostej wcisnął gaz i minął anioła. Czas ocenić umiejętności Sat, lekkie uderzenie w prawą część zderzaka na najbliższym zakręcie, powinno ją ściągnąć z drogi. Wjechali do jaskini zakręt w lewo, a tuż zaraz następny w prawo. Włączył potężne przednie reflektory i wjechał w tył pojazdu dziewczyny.
We do not sow
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Re: Yellow line
WWW…A raczej tak tylko mu się wydawało.
WWWTarieth spodziewał się pisku, zgrzytu, jakiegokolwiek dźwięku uderzenia metalu o metal. Nie usłyszał nic poza dźwiękiem własnego silnika, a maska auta na jego oczach zaczęła znikać. Jakby ta ciemna materia, która cały czas wydawała mu się samochodem – była po prostu niesamowicie gęstym i nieprzezroczystym …Gazem.
WWWNa skutek prędkości, jaką Tarieth wymusił – po chwili całe auto zniknęło pod warstwą dymu, a on sam nie widział niczego. Już miał wcisnąć hamulec – w końcu jechali przez niebezpieczne i pełne zakrętów jaskinie a on całkowicie stracił widoczność – gdy usłyszał huk. Poczuł jak jego autem mocno zarzuciło, na krótką sekundę stracił panowanie nad kierownicą, po chwili wróciła widoczność.
WWWZ niebezpiecznie dużą prędkością zbliżał się ku kamiennej ścianie…
WWW***
WWWSatsuki poczuła uderzenie. Jej auto wyrzuciło mocniej do przodu. Automatycznie wdusiła hamulec. Autem zarzuciło, całkiem straciła (i tak niezbyt dobrą) kontrolę nad maszyną. Niebezpiecznie szybko zbliżała się do jakiegoś wystającego stalagmitu.
WWW- Kiedyś muszę nauczyć się manewrować... - warknęła pod nosem i już, już prawie odzyskała kontrolę, prawie wyrównała... - ale moze następnym razem! - zapiszczała już spanikowana, łapiąc srebrne kółko.
WWWTarieth był już znacznie z przodu, ścierając się ze ścianą ale dalsi uczestnicy wyścigu mieli szansę zobaczyć coś całkiem ciekawego...
WWWCzarna salamandra (której właściciela raczej nikt z nich nie znał, co najwyżej mógł wyczuć po aurze, bądź usłyszał głos komentatora gdy ta ruszyła ze startu) straciła panowanie i właśnie ślizgiem zbliżała się ku prawej ścianie. Właśnie miała swoim bokiem zahaczyć o wielki stalagmit. Iiiiii... zahaczyła! Było widać jak stalagmit znika w dymie, a potem nie pojawia się ponownie. Auto znacznie zwolniło ale ściana nie wyglądała jakby miała się przed nim usunąć. Po chwili auto wyrównało i śmignęło do przodu.
WWW”Miałam nadzieję, że poukrywam moje bajery trochę dłużej...” - zasępiła się Satsuki
WWWMagiczne ciało Sat migotało już trochę rzadziej niż dotychczas, niestety dalej wydawała się duchem - na wpół przeźroczysta. Na skutek spotkania ze ścianą - dymna salamandra w minimalny sposób zaczęła przypominać właścicielkę. Dym jakby ciut się rozrzedził a ogon salamandry jakby trochę się skrócił...
WWWCo z tego. Ważne, że jechała dalej!
WWW***
WWWNiby powinno huknąć gdy samochód Satsuki uderzał w stalagmit a następnie w ścianę, ale nic takiego się nie wydarzyło. Kierowcy kolejnych przejeżdżających samochodów mieli okazję zobaczyć coś ciekawego...
WWWJak w prehistorycznych kamieniach, które zachowały kształty muszli czy skorupiaków... w tej ścianie został idealny odcisk ogona oraz nogi przeraźliwie dużego gada...
WWWTarieth spodziewał się pisku, zgrzytu, jakiegokolwiek dźwięku uderzenia metalu o metal. Nie usłyszał nic poza dźwiękiem własnego silnika, a maska auta na jego oczach zaczęła znikać. Jakby ta ciemna materia, która cały czas wydawała mu się samochodem – była po prostu niesamowicie gęstym i nieprzezroczystym …Gazem.
WWWNa skutek prędkości, jaką Tarieth wymusił – po chwili całe auto zniknęło pod warstwą dymu, a on sam nie widział niczego. Już miał wcisnąć hamulec – w końcu jechali przez niebezpieczne i pełne zakrętów jaskinie a on całkowicie stracił widoczność – gdy usłyszał huk. Poczuł jak jego autem mocno zarzuciło, na krótką sekundę stracił panowanie nad kierownicą, po chwili wróciła widoczność.
WWWZ niebezpiecznie dużą prędkością zbliżał się ku kamiennej ścianie…
WWW***
WWWSatsuki poczuła uderzenie. Jej auto wyrzuciło mocniej do przodu. Automatycznie wdusiła hamulec. Autem zarzuciło, całkiem straciła (i tak niezbyt dobrą) kontrolę nad maszyną. Niebezpiecznie szybko zbliżała się do jakiegoś wystającego stalagmitu.
WWW- Kiedyś muszę nauczyć się manewrować... - warknęła pod nosem i już, już prawie odzyskała kontrolę, prawie wyrównała... - ale moze następnym razem! - zapiszczała już spanikowana, łapiąc srebrne kółko.
WWWTarieth był już znacznie z przodu, ścierając się ze ścianą ale dalsi uczestnicy wyścigu mieli szansę zobaczyć coś całkiem ciekawego...
WWWCzarna salamandra (której właściciela raczej nikt z nich nie znał, co najwyżej mógł wyczuć po aurze, bądź usłyszał głos komentatora gdy ta ruszyła ze startu) straciła panowanie i właśnie ślizgiem zbliżała się ku prawej ścianie. Właśnie miała swoim bokiem zahaczyć o wielki stalagmit. Iiiiii... zahaczyła! Było widać jak stalagmit znika w dymie, a potem nie pojawia się ponownie. Auto znacznie zwolniło ale ściana nie wyglądała jakby miała się przed nim usunąć. Po chwili auto wyrównało i śmignęło do przodu.
WWW”Miałam nadzieję, że poukrywam moje bajery trochę dłużej...” - zasępiła się Satsuki
WWWMagiczne ciało Sat migotało już trochę rzadziej niż dotychczas, niestety dalej wydawała się duchem - na wpół przeźroczysta. Na skutek spotkania ze ścianą - dymna salamandra w minimalny sposób zaczęła przypominać właścicielkę. Dym jakby ciut się rozrzedził a ogon salamandry jakby trochę się skrócił...
WWWCo z tego. Ważne, że jechała dalej!
WWW***
WWWNiby powinno huknąć gdy samochód Satsuki uderzał w stalagmit a następnie w ścianę, ale nic takiego się nie wydarzyło. Kierowcy kolejnych przejeżdżających samochodów mieli okazję zobaczyć coś ciekawego...
WWWJak w prehistorycznych kamieniach, które zachowały kształty muszli czy skorupiaków... w tej ścianie został idealny odcisk ogona oraz nogi przeraźliwie dużego gada...
Avatar stworzony przez tego uzdolnionego Pana.
Re: Yellow line
Ciszę nocy rozerwał ryk widlastej ósemki, poganiany posępnym wyciem policyjnych syren. Kilkanaście radiowozów, helikopter, nowo wprowadzone drony i patrol konny zaciskały pętlę wokół złodzieja i jego łupu. Znaczy, próbowali zacisnąć - nie przewidzieli iż uciekający przejedzie przez centrum handlowe. Manewr ten pozwolił na taktyczny odwrót na obwodnicę, gdzie jednak szczęście uciekiniera wyczerpało się. Pościg zakończył się na nowo otwartej stacji benzynowej. Na nieszczęście dla piszących raporty, złodziej podpalił obiekt, a następnie wjechał samochodem prosto w rozszerzającą się kulę ognia, gdy podziemne zbiorniki paliwa postanowiły się ulotnić.
***
Caibre zaklnął, gdy portal nie otworzył się dość szybko. Te robótki na boku, by utrzymać budżet CA na jako takim poziomie zaczynały być irytujące, nawet jeśli Raflik z tą rudą....Cai ugryzł się w język, szanowną szefową, obiecywali "korzyści" w dalszym czasokresie. Rudy sprawdził w bibliotece znaczenie słów "piramida finansowa" i zaczyła mieć coraz większe wątpliwości..
Teraz jednak wątpliwości wzbudzał portal nie otwierający się na czas. Niemniej...
***
Widzowie na trybunach rozsiedli się wygodnie. Rozpoczął się klasyczny cyrk towarzyszący takim imprezom - tam ktoś kogoś obrabowywał, tam ktoś sprzedawał paszteciki po okazjonalnych cenach, kolejki do toalet zaczynały być liczone w setkach metrów, a jedynym klimatyzowanym pomieszczeniem była loża Agendy.
Nic dziwnego więc iż gdy jeden ze stale otwartych portali zygnął ogniem i czarnym dymem niewielu zauważyło to wydarzenie.
*** Caibre potarł czubek głowy. Skakanie losowe zawsze było ryzykowne, a tym razem zaledwie półmetrowa różnica poziomów i ewidentnie niższe ciśnienie atmosfery nie były zbyt problematyczne. Teraz tylko odstawić wóz do...
Procesy myślowe rudego zwolniły, gdy zaczął przyswajać wygląd otoczenia. Kilka wraków na pozycjach startowych. Trybuny. Shirue.
-Ok.
Rudy sięgnął po komórkę i wcisnął numer dwa. Po dwóch sygnałach sieć uprzejmie poinformowała go by poszedł na jakieś drzewo prostować banany - znak iż Raflik był nieosiągalny. Następna próba zakończyła się ku zaskoczeniu lisa sukcesem.
-Chime, czy wiesz co się na Sh..- nie dane mu było skończyć.
***
-Proszę państa, do wyścigu dołącza kolejny maruder. Przed Wami drugi reprezentant Chaotic Alliance, Caibre Greyblade!
***
Caibre zaklnął, gdy portal nie otworzył się dość szybko. Te robótki na boku, by utrzymać budżet CA na jako takim poziomie zaczynały być irytujące, nawet jeśli Raflik z tą rudą....Cai ugryzł się w język, szanowną szefową, obiecywali "korzyści" w dalszym czasokresie. Rudy sprawdził w bibliotece znaczenie słów "piramida finansowa" i zaczyła mieć coraz większe wątpliwości..
Teraz jednak wątpliwości wzbudzał portal nie otwierający się na czas. Niemniej...
***
Widzowie na trybunach rozsiedli się wygodnie. Rozpoczął się klasyczny cyrk towarzyszący takim imprezom - tam ktoś kogoś obrabowywał, tam ktoś sprzedawał paszteciki po okazjonalnych cenach, kolejki do toalet zaczynały być liczone w setkach metrów, a jedynym klimatyzowanym pomieszczeniem była loża Agendy.
Nic dziwnego więc iż gdy jeden ze stale otwartych portali zygnął ogniem i czarnym dymem niewielu zauważyło to wydarzenie.
*** Caibre potarł czubek głowy. Skakanie losowe zawsze było ryzykowne, a tym razem zaledwie półmetrowa różnica poziomów i ewidentnie niższe ciśnienie atmosfery nie były zbyt problematyczne. Teraz tylko odstawić wóz do...
Procesy myślowe rudego zwolniły, gdy zaczął przyswajać wygląd otoczenia. Kilka wraków na pozycjach startowych. Trybuny. Shirue.
-Ok.
Rudy sięgnął po komórkę i wcisnął numer dwa. Po dwóch sygnałach sieć uprzejmie poinformowała go by poszedł na jakieś drzewo prostować banany - znak iż Raflik był nieosiągalny. Następna próba zakończyła się ku zaskoczeniu lisa sukcesem.
-Chime, czy wiesz co się na Sh..- nie dane mu było skończyć.
***
-Proszę państa, do wyścigu dołącza kolejny maruder. Przed Wami drugi reprezentant Chaotic Alliance, Caibre Greyblade!
My soul is still the same
But it has many names
But it has many names
Re: Yellow line
Wells prowadził swój bolid spokojnie, bez zbędnych nagłych manewrów. Chwilowo chciał po prostu utrzymać pozycje, do końca wyścigu zostało jeszcze wiele os-ów, nie miał co się spieszyć. Droga która jechał była dość niebezpieczna. Slalomy miedzy skałami, wąskie ścieżki na których z jednej strony pilnowała go ściana góry, A z drugiej czekała go przepaść. Nagle, na długiej prostej Ryghart dostrzegł w lusterku wstecznym coś niepokojącego. Wielką chmurę kurzu i płomieni pędząca w jego kierunku, a w samym jej środku, coś przypominającego pocisk.
- Behemoth, trzymaj się mocno. Coś wielkiego leci w nasza stronę.
- co! - Zapiszczał szczur z przerażenia. - I akurat musieliśmy znaleźć się w miejscu w którym nie ma jak robić uników?
Wells nie słuchał już szczura. Skupił się na regulacji poziomów mocy w osłonach by zwiększyć ochronę tylnej części pojazdu.
- Ryghart uważaj, w twoim kierunku zbliża się zawodnik hordy orków. - Odezwał się głos w słuchawce
- To coś bierze udział w zawodach? Wygląda jak wielka rakieta!
- Tak... Orkowa technologia jest dość dziwna... Tylko one mogą używać swoich pojazdów, ponieważ wierzą, ze one działają... Jakieś voodoo, czy cuś.
- Dzięki za informacje. - Mamy gościa przyjacielu, chyba powalczymy wcześniej niż chcieliśmy. - Powiedział to już do szczura, po czym na jego twarzy pojawił się mały wariacki uśmiech.
Wells już coraz wyraźniej widział pojazd swojego przeciwnika. Ork, zdawało się, że siedzi na prowizorycznych szczątkach motocykla przyczepionych do... ogromnego silnika wymontowanego z jakiegoś gwiezdnego bombowca. Pojazd zostawiał za sobą wielkie płomienie, czarny dym pochodzący z eksplozji objawiających się ze spora częstotliwością oraz ogromne warstwy szutrowego kurzu. Ścigacz orka nagle mocno skręcił w prawo, wzlatując nad przepaść, ork przystąpił do wyprzedzania. Wells szybko przekonfigurował ustawienia osłon pod obecna sytuację. Gdy dziwaczny pojazd zrównał się z jego, Rygarth dostrzegł zielonego kierowcę próbującego przekrzyczeć wiatr. Ork miał na sobie czapkę i gogle niczym pilot dwupłatowca, trzy pasy wypełnione zapewne pociskami i materiałami wybuchowymi. W dłoni trzymał średni topór. Przed pojazdami w odległości około kilometra wyłonił się zakręt do jaskini. Wells przyspieszył. Ork poszedł w jego ślady, gdy znów zrównał się z Raptorem, cisnął w niego toporem. Nie było to zbyt efektywne. Odpowiedzią Wellsa było wysuniecie małego manipulatora, z boku przy którym leciał ork. Na końcu mechanizmu znajdowała się tarcza o dość małej średnicy, nagle dookoła tarczy rozbłysło błękitne światło formujące się w obrotowe ostrze. Jego krawędź przejechała po powierzchni silnika. Ork szybko poderwał maszynę w bok, żeby uniknąć dalszych zniszczeń. Wells panował już nad systemem bezbłędnie, kolejna konfiguracja osłon zajęła mu ułamek sekundy. Ork szykował się do ofensywy. Ryghart dostrzegł w lusterku błysk czegoś długiego i okrągłego, zapewne lufy wyrzutni. Miał racje, zielona kreatura na wielkim silniku szykowała właśnie broń przypominającą sporych rozmiarów odkurzacz. Ork zdjął z pasa jedną z rakiet, rekinia buźka namalowana na głowicy pocisku szczerzyła się w uśmiechu nie zwiastując niczego miłego, zwłaszcza, w momencie, gdy wrzucona w tył mechanizmu wystrzeliła z ogromną prędkością w stronę bolidu Wellsa.
- Behemoth! Do tylnego działka! – Wrzasnął Rygharth, gdy pocisk był coraz bliżej
- Nareszcie jakaś akcja! – Wells popatrzył na szczura, któremu adrenalina wybiła już wszelkie oznaki paniki.
Z dachu kabiny wysunęło się podwójne obrotowe działko, szczur obrócił je w stronę nadlatującej uśmiechniętej rakiety i wypalił potężną serię. Z lufy posypały się święcące na błękitem pociski. Behemoth trafił w ostatniej chwili. Wielka eksplozja zarzuciła Raptorem na boki. Sekundę później przez wielki obłok ognia przeleciał wielki silnik. Sterujący nim ork nie miał głowy, seria z pulsacyjnego działka obrotowego musiała go dosięgnąć. Wells ostro wszedł w zakręt do jaskini, chwilę po tym pojazd orka uderzył w skałę tworząc sporych rozmiarów krater. Wejście do jaskini zostało częściowo zablokowane przez masywne skały.
- Behemoth, trzymaj się mocno. Coś wielkiego leci w nasza stronę.
- co! - Zapiszczał szczur z przerażenia. - I akurat musieliśmy znaleźć się w miejscu w którym nie ma jak robić uników?
Wells nie słuchał już szczura. Skupił się na regulacji poziomów mocy w osłonach by zwiększyć ochronę tylnej części pojazdu.
- Ryghart uważaj, w twoim kierunku zbliża się zawodnik hordy orków. - Odezwał się głos w słuchawce
- To coś bierze udział w zawodach? Wygląda jak wielka rakieta!
- Tak... Orkowa technologia jest dość dziwna... Tylko one mogą używać swoich pojazdów, ponieważ wierzą, ze one działają... Jakieś voodoo, czy cuś.
- Dzięki za informacje. - Mamy gościa przyjacielu, chyba powalczymy wcześniej niż chcieliśmy. - Powiedział to już do szczura, po czym na jego twarzy pojawił się mały wariacki uśmiech.
Wells już coraz wyraźniej widział pojazd swojego przeciwnika. Ork, zdawało się, że siedzi na prowizorycznych szczątkach motocykla przyczepionych do... ogromnego silnika wymontowanego z jakiegoś gwiezdnego bombowca. Pojazd zostawiał za sobą wielkie płomienie, czarny dym pochodzący z eksplozji objawiających się ze spora częstotliwością oraz ogromne warstwy szutrowego kurzu. Ścigacz orka nagle mocno skręcił w prawo, wzlatując nad przepaść, ork przystąpił do wyprzedzania. Wells szybko przekonfigurował ustawienia osłon pod obecna sytuację. Gdy dziwaczny pojazd zrównał się z jego, Rygarth dostrzegł zielonego kierowcę próbującego przekrzyczeć wiatr. Ork miał na sobie czapkę i gogle niczym pilot dwupłatowca, trzy pasy wypełnione zapewne pociskami i materiałami wybuchowymi. W dłoni trzymał średni topór. Przed pojazdami w odległości około kilometra wyłonił się zakręt do jaskini. Wells przyspieszył. Ork poszedł w jego ślady, gdy znów zrównał się z Raptorem, cisnął w niego toporem. Nie było to zbyt efektywne. Odpowiedzią Wellsa było wysuniecie małego manipulatora, z boku przy którym leciał ork. Na końcu mechanizmu znajdowała się tarcza o dość małej średnicy, nagle dookoła tarczy rozbłysło błękitne światło formujące się w obrotowe ostrze. Jego krawędź przejechała po powierzchni silnika. Ork szybko poderwał maszynę w bok, żeby uniknąć dalszych zniszczeń. Wells panował już nad systemem bezbłędnie, kolejna konfiguracja osłon zajęła mu ułamek sekundy. Ork szykował się do ofensywy. Ryghart dostrzegł w lusterku błysk czegoś długiego i okrągłego, zapewne lufy wyrzutni. Miał racje, zielona kreatura na wielkim silniku szykowała właśnie broń przypominającą sporych rozmiarów odkurzacz. Ork zdjął z pasa jedną z rakiet, rekinia buźka namalowana na głowicy pocisku szczerzyła się w uśmiechu nie zwiastując niczego miłego, zwłaszcza, w momencie, gdy wrzucona w tył mechanizmu wystrzeliła z ogromną prędkością w stronę bolidu Wellsa.
- Behemoth! Do tylnego działka! – Wrzasnął Rygharth, gdy pocisk był coraz bliżej
- Nareszcie jakaś akcja! – Wells popatrzył na szczura, któremu adrenalina wybiła już wszelkie oznaki paniki.
Z dachu kabiny wysunęło się podwójne obrotowe działko, szczur obrócił je w stronę nadlatującej uśmiechniętej rakiety i wypalił potężną serię. Z lufy posypały się święcące na błękitem pociski. Behemoth trafił w ostatniej chwili. Wielka eksplozja zarzuciła Raptorem na boki. Sekundę później przez wielki obłok ognia przeleciał wielki silnik. Sterujący nim ork nie miał głowy, seria z pulsacyjnego działka obrotowego musiała go dosięgnąć. Wells ostro wszedł w zakręt do jaskini, chwilę po tym pojazd orka uderzył w skałę tworząc sporych rozmiarów krater. Wejście do jaskini zostało częściowo zablokowane przez masywne skały.
"Chłop kopiący ziemniaki, to proza realistyczna; chłop kopiący pomarańcze to fantastyka (lub schizofrenia); ziemniaki kopiące chłopa to Sci-Fi"
R. Kot
R. Kot
Re: Yellow line
- Widzę, Len, że mamy zaciętą akcję w środkowej części stawki. Na pewno musieliście zauważyć samochód z wymalowanym z tyłu fioletowym płomieniem.
- To samochód Satsuki, która przybyła do nas z platform Agendy. Satsuki jest władczynią Dolnego Ryleh i powiem Ci, Kelly, że kogoś takiego jak ona nie może satysfakcjonować pozycją, na której obecnie jedzie.
- Ja za to jestem zaskoczona, że w ogóle widzimy jakąś aktywność ze strony Agendy. Odkąd Distant przeszedł w stan transcendencji Platformy podobno popadły w stagnację. Nominalnie władzę powinni przejąć Aria i Ziza, ale ona zdaje się mieć wszystko w poważaniu a on podobno zniknął już jakiś czas temu. Ponoć za sznurki pociąga teraz Noire, która miała być jednym z honorowych gości na trybunach, ale do tej pory nie otrzymaliśmy potwierdzenia jej przybycia. Podziwiajcie więc państwo jazdę Satsuki, bo być może to jedyna nasza okazja, by zobaczyć w akcji wysoko postawionego członka Agendy.
- Tak, bardzo to imponujące, ale zdaje się, że Maczer nie jest pod tak dużym wrażeniem jak ty i szykował się do ataku na Czarną Salamandrę.
- Byłam pewna, Len, że Maczer planował przeskoczyć nad samochodem reprezentantki Agendy, ale w ostatniej chwili go coś rozproszyło.
- Tym czymś mógł być samochód jego kolegi z Psiej Ligi, Tarietha. Zdaje się też jednak, że Maczer zauważył coś na torze, co umknęło uwadze tak drugiemu Psioligowcowi jak Satsuki…
- Auuu, to musiało zaboleć! Tarieth wjechał w gazową powłokę otaczającą samochód Satsuki i nie zwalniając nawet na moment, uderzył w tył jej pojazdu!
- W wyniku kolizji Satsuki straciła kontrolę nad pojazdem i wypadła z toru…
- Tarieth natomiast stracił na moment widoczność i jedzie prosto na ścianę. Nie sądzę, Len, żeby był w stanie uniknąć zderzenia…
Re: Yellow line
Reflektory ustawione na maksymalną moc nie pomogły. Tarieth miał ułamki sekund na rekcję. Zahamował.
- Przednie opony luz, budzenie kierowcy za 3 sek.... – powietrze wypuszczone z przednich opon pozwoliła na w miarę efektywne hamowanie na nierównym gruncie jaskini, tym bardziej przy lekko zwiększonej wadze pojazdu. Przywalił pojazdem ścianę, a głową w poduszkę powietrzną. Dobrze, że systemy obronne i pancerz były główną zaletą pojazdu, w którym poświęcono przyśpieszenie. Półtorej sekundy później lekkie wstrząsy elektryczne przywróciły go do przytomności. Wciąż lekko otumaniony zerknął w monitor tylnich kamer. Mignął w nich Lancer Maczera.
- Wymienić przednie ogumienie.
- Procedura rozpoczęta, czas 5 sekund – usłyszał głos, na monitorach nie widział większych szkód, stracił przednie reflektory i parę czujników.
- Pal to Licho – nie widział gdzie sie podziała Sat – wysłać dane uszkodzeń do Shieldoxu- dobrze, że przed rozruchem wyłączył wszystkie prośby sztucznego ai o potwierdzenia rozkazów - raport na temat kierowcy i pojazdu Sat, chcę mieć w najbliższym boksie update-owane uzbrojenie i sensory – najważniejsze to dostosować się do sytuacji.
Wycofał i dołączył do wyścigu, czekają go następne kwadranse stabilnej jazdy, bez walki. Musi dogonić Maczera.
Przyszła wiadomość od Shieldoxu, obniżyli wynagrodzenie z kontraktu o 50 000 Cyberyenów. Jeszcze jednak był czas by to odzyskać, z nawiązką.
- Przednie opony luz, budzenie kierowcy za 3 sek.... – powietrze wypuszczone z przednich opon pozwoliła na w miarę efektywne hamowanie na nierównym gruncie jaskini, tym bardziej przy lekko zwiększonej wadze pojazdu. Przywalił pojazdem ścianę, a głową w poduszkę powietrzną. Dobrze, że systemy obronne i pancerz były główną zaletą pojazdu, w którym poświęcono przyśpieszenie. Półtorej sekundy później lekkie wstrząsy elektryczne przywróciły go do przytomności. Wciąż lekko otumaniony zerknął w monitor tylnich kamer. Mignął w nich Lancer Maczera.
- Wymienić przednie ogumienie.
- Procedura rozpoczęta, czas 5 sekund – usłyszał głos, na monitorach nie widział większych szkód, stracił przednie reflektory i parę czujników.
- Pal to Licho – nie widział gdzie sie podziała Sat – wysłać dane uszkodzeń do Shieldoxu- dobrze, że przed rozruchem wyłączył wszystkie prośby sztucznego ai o potwierdzenia rozkazów - raport na temat kierowcy i pojazdu Sat, chcę mieć w najbliższym boksie update-owane uzbrojenie i sensory – najważniejsze to dostosować się do sytuacji.
Wycofał i dołączył do wyścigu, czekają go następne kwadranse stabilnej jazdy, bez walki. Musi dogonić Maczera.
Przyszła wiadomość od Shieldoxu, obniżyli wynagrodzenie z kontraktu o 50 000 Cyberyenów. Jeszcze jednak był czas by to odzyskać, z nawiązką.
We do not sow
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Re: Yellow line
- To wyglądało na prawdę groźnie, ale wszystko wskazuje na to, że Tarieth będzie kontynuować wyścig. Ale jak to się stało, że Psioligowiec praktycznie wjechał w ścianę?
- Już ci tłumaczę, Kelly. Jechałaś kiedyś w gęstej mgle z włączonymi długimi światłami? Tarieth zamierzał oślepić reflektorami jadącą przed nim Satsuki, ale gdy znalazł się wewnątrz gazowego obłoku, ta taktyka obróciła się przeciwko niemu. Nawet gdy samochód Agendy wypadł z toru, Tarieth pozostawał na drobną część sekundy oślepiony, a pamiętaj, że elfy mają bardzo wyczulony wzrok. O mały włos wyścig by się dla niego zakończył.
- Na szczęście zmagania trwają dalej i ta groźna sytuacja kosztowała go tylko kilka pozycji. Tymczasem zawodnicy jadący przed peletonem wspinają się już po ostatnim podjeździe przed pierwszym OS-em.
- Być może to ostatni odcinek przed OS-em, ale to wcale nie znaczy, że będzie go łatwo pokonać. Trasa jest wąska i niebezpieczna. Gwarantuję, że nie wszyscy, którzy teraz są na torze, dojadą na szczyt.