Sorki Usa, że nie odpowiedziałem wcześniej, ale planuję obecnie zmienić pracuję i na drugim etapie rekrutacji musiałem przygotować nie najłatwiejszy projekt.
USAGI wrote:Taki sprzedawca w sklepie zarabia często 900-1200zł na rękę. Zakładając 300zł na jedzenie na miesiąc + 400 zł za uczelnie + 400zł za wynajem pokoju masz 1100. Czyli albo brakuje Ci 200zł na jedzenie, albo masz 100zł żeby kupić sobie pastę do zębów i coś więcej do jedzenia niż śniadanie+obiad+kolację za 10zł ,no i możesz doładować telefon lub kupić bilet żeby do pracy dojechać :D A wydatki na tym się ne kończą.
No widzisz a Biedronka podobno oferuje 1660 brutto płacy minimalnej, czyli jakieś 1223 netto. : D Uczelnia nie jest niezbędna do życia.
USAGI wrote:
Domyślam się ,że podchodzisz do tego na zasadzie - przecież ta osoba jest "gorsza" i "jakaś głupia" bo pracuje w sklepie O_O Często taki zwykły sprzedawca w sklepie ma wyższe wykształcenie... I ne są to tylko ludzie po humanistyce. 6) Mogę się produkować dalej, ale pewnie tego co już napisałam nikomu ne chce się czytać ,a tym bardziej dalszego wywodu.
Źle trafiłaś, ponieważ nawet w obecnej mojej pracy w 30% zajmuje się sprzedażą. Wiem, jacy potrafią być klienci i wiem, jak ta praca wygląda i wiem, że wiele firm nie obędzie się bez sprzedawców, ma więc wielki szacunek nawet do tych pracujących w sklepach. A co dy tych gości z wyższym wykształceniem, to niestety życie to sztuka wyborów. Albo wiesz co będziesz robił/a po studiach, albo od razu idziesz na sprzedawcę i po tych 5 latach masz narzuty do pensji za staż, a może nawet awans na wyższą pozycję.
USAGI wrote:
Ne mówię ,ze taki sprzedawca ma zarabiać 2k na rękę ,ale np. 1500-1600 robi duuuużą różnicę :) A szczerze mówiąc, gdybym miała zarabiać 2k na rękę w warunkach w których pracowałam jako sprzedawca... już wolę 500zł zasiłku i szukanie nowej pracy.
Na rynku jest wiele ofert dla sprzedawców, ścieżka kariery wcale nie jest krótka. Dla naprawdę dobrych, którzy oczywiście nie sprzedają już w sklepie, pensje skaczą od 2000 w górę.
USAGI wrote:
Teraz w niektórych takich małych sklepach żeby zostać "podawaczem" musisz znać dodatkowy język + znać się na towarze + mieć kilka lat doświadczenia + być w 100% dyspozycyjny i tak dalej. To się tak tylko wydaje ,że każdy może sprzedawać alkohol w nocny czy marchewkę w warzywniaku.
Nie zgodzę się, widziałem znacznie lepiej płatne pozycje, które może wykonywać każdy. Jak ktoś zna język i ma kilka lat doświadczenia, to albo niech zacznie szukać lepszej płacy, albo niech nie dziwi ile zarabia.
USAGI wrote:... a zarabia minimum...
Najważniejszym punktem tego posta jest, albo człowiek umie się ogarnąć i poszukać na rynku lepszej opcji (jest ich obecnie mniej, ale są), albo niech się nie dziwi, że skoro zgadza się na płacę, jaką mu płacą, to pracodawca to wykorzystuje.
Maczer wrote:
Być może się mylę ale nadal uważam, że gdyby markety nie zalewały nas tanimi produktami, te dobrej jakości nie musiałyby się pogarszać. Produkty (niekoniecznie żywieniowe) są projektowane tak aby rozpadały się po roku. Niedawno temu gdyby sklepikarz sprzedał Ci zły produkt, straciłby klienta. Spróbuj zareklamować na przykład telefon komórkowy i nie odnieść wrażenia, że dana korporacja śmieje Ci się prosto w twarz i raduje się na widok Twoich bezsilnych prób wskórania czegokolwiek. Między innymi dlatego uważam, że globalizm śmierdzi a lokalne wyroby są dobre, ach i och. Określeń głupich używam tu celowo żeby jeszcze raz podkreślić, że nie planuję żadnej krucjaty. Te są ostatnio zbyt mainstreamowe.
Czytasz instrukcję artykułów, które kupujesz? A wiesz ile osób czyta? Czy winna musi leżeć po stronie korporacji, skoro część użytkowników nie wie, jak używać sprzętu? Przykład komórki - masz elektronikę, która jest delikatna, bo przecież nie chcesz nosić znacznie cięższego telefonu w kieszeni, ani zapłacić za niego więcej. Nie odniosłem wrażenia, że ktoś śmieje mi się w twarz, ostatnim razem kiedy oddałem komórkę do reklamacji, szybko otrzymałem zamianę. Zresztą wydaje Ci się, że korporacja, która będzie sprzedawała buble nie straci i to jeszcze w erze internetu, powszechnego dostępu do opinii i komentarzy?
Maczer wrote:
Sprzedawca jest przedsiębiorcą na swój sposób i ma względne pojęcie co sprzedaje. Coś takiego jak podawacz nie miałoby specjalnie racji bytu gdyby nie markety
Oh, miałem niedaleko mieszkania sklep. Drogi, ale jedyny w okolicy. Panie w sklepie tylko podawały towary i powtarzały jak automaty "coś jeszcze?". Nigdy nie widziałem tak zblazowanego wyrazu na twarzy. I bardzo się cieszę, że obecnie ulokuje się tam "Żabka".
Distant wrote:Windu, brutalny świat to taki,
Nie zrozumiałeś pytania, mnie interesuje w jakim świecie chciałbyś żyć?