Touhou
Posted: Tue Sep 22, 2009 11:53 am
Czas powylewać trochę frustracji na Touhou. Po powrocie ze zjazdu zabrałem się za Perfect Cherry Blossom (7), jako że była to najwcześniejsza z części, które dostałem. Po kilkudziesięciu podejściach (choć część z nich była na zasadzie - fuuuu, trafił mnie trash w pierwszym stage, restart) dochodzę już w miarę regularnie do szóstego stage, choć zostaje mi zazwyczaj ostatni credit (poziom normal, trzy życia na kredyt).
Gram Sakuyą (tą pokojówką) - nie wiem, jak Liczu mógł to przechodzić grając Reimu. Na focusie jest tak wooolna, że zaczynam tracić życia już na drugim-trzecim stage - po prostu nie zdążam się odsunąć z linii lotu pocisków. Chimeria nie ma naprowadzanych pocisków, więc nią też mi się trudno gra.
Największą frustrację wywołuje u mnie ginięcie na trashu i wczesnych bossach. Wiesz dobrze co i jak się spawnuje i jakie ma ataki a i tak jakaś zaginiona strzałka Cię trafi, gdy zbierasz itamki. Dobrym przykładem są tu spellcardy Chen (tej kocicy w drugim stage) - niby zbierało się je wiele razy ale od czasu do czasu cośtam leci szybciej niż się wydaje i hit :<.
Poza losowymi śmierciami na Chen i trashu do bossa w stage 3 dochodzę już zazwyczaj bez straty życia. Tutaj - znowu to samo. Niby wszystko wiadomo co i jak, ale zawsze cośtam mnie jednak trafi. Najgorsza jest przedostatnia spellcard (Foggy London Dolls) - nie rozumiem tu nadal patternu i po prostu staram się omijać strzały, co prowadzi zazwyczaj do smierci lub przynajmniej bomby. Ostatnia spellcard jest już trochę prostsza, ale nadal shit happens. Zazwyczaj zużywam na niej po prostu jedną bombę.
"Zabawa" zaczyna się na czwartym stage. Nie dość, że co chwila przypadkowo zabija mnie midboss, albo nawet nie midboss tylko taki trochę silniejszy trash tuż przed final bossem, to zaczyan po prostu ginąć na bossie. Co ciekawe - o ile spellcardy jakoś mam już opanowane, o tyle najwięcej ginę na podstawowych atakach. Już pierwsza faza 'siostrzyczek' kosztuje mnie kilka żyć lub przynajmniej bomb - latają jakieś podkręcone piardy, nie wiadomo w ogóle jak to ominąć. No, ale prawdziwa jazda zaczyna się w piątym stage, gdzie walczy się z tą laską z mieczem. Znowu - spellcardy są przynajmniej zrozumiałe, ale i jak midboss i jako final boss zabija mnie już pierwszym zwykłym atakiem :<.
All in all zabawa jest interesująca i wciągająca, ale dość stresująca momentami :D.
Gram Sakuyą (tą pokojówką) - nie wiem, jak Liczu mógł to przechodzić grając Reimu. Na focusie jest tak wooolna, że zaczynam tracić życia już na drugim-trzecim stage - po prostu nie zdążam się odsunąć z linii lotu pocisków. Chimeria nie ma naprowadzanych pocisków, więc nią też mi się trudno gra.
Największą frustrację wywołuje u mnie ginięcie na trashu i wczesnych bossach. Wiesz dobrze co i jak się spawnuje i jakie ma ataki a i tak jakaś zaginiona strzałka Cię trafi, gdy zbierasz itamki. Dobrym przykładem są tu spellcardy Chen (tej kocicy w drugim stage) - niby zbierało się je wiele razy ale od czasu do czasu cośtam leci szybciej niż się wydaje i hit :<.
Poza losowymi śmierciami na Chen i trashu do bossa w stage 3 dochodzę już zazwyczaj bez straty życia. Tutaj - znowu to samo. Niby wszystko wiadomo co i jak, ale zawsze cośtam mnie jednak trafi. Najgorsza jest przedostatnia spellcard (Foggy London Dolls) - nie rozumiem tu nadal patternu i po prostu staram się omijać strzały, co prowadzi zazwyczaj do smierci lub przynajmniej bomby. Ostatnia spellcard jest już trochę prostsza, ale nadal shit happens. Zazwyczaj zużywam na niej po prostu jedną bombę.
"Zabawa" zaczyna się na czwartym stage. Nie dość, że co chwila przypadkowo zabija mnie midboss, albo nawet nie midboss tylko taki trochę silniejszy trash tuż przed final bossem, to zaczyan po prostu ginąć na bossie. Co ciekawe - o ile spellcardy jakoś mam już opanowane, o tyle najwięcej ginę na podstawowych atakach. Już pierwsza faza 'siostrzyczek' kosztuje mnie kilka żyć lub przynajmniej bomb - latają jakieś podkręcone piardy, nie wiadomo w ogóle jak to ominąć. No, ale prawdziwa jazda zaczyna się w piątym stage, gdzie walczy się z tą laską z mieczem. Znowu - spellcardy są przynajmniej zrozumiałe, ale i jak midboss i jako final boss zabija mnie już pierwszym zwykłym atakiem :<.
All in all zabawa jest interesująca i wciągająca, ale dość stresująca momentami :D.