

system DEF-836, Charon Prime, 12/08/021, godzina dzienna 0703
Gaedia, Nowe Południowe Karpaty, Racoon p., Tryton City,
kompleks Komendy Głównej RASIS, Jednostka Wydzielona Neural Ward
biuro naczelnika Pionu Specjalnego


Lars Andersen nacisnął przycisk otwierający i drzwi z lekkim szumem rozsunęły się, ukazując wnętrze biura naczelnika Pionu Specjalnego
Neural Ward, starszego brygadiera Edmunda Sztumskiego. Masywne, drewniane biurko z elementami stali i plastiku, stało pod ścianą po lewej, przy dużym, panoramicznym oknie z widokiem na Puszczę Racoon i szczyty Nowych Karpat. Po drugiej stronie pomieszczenia, na antygrawie, lewitował szklany blat konferencyjny. Naprzeciwko drzwi wejściowych cała ściana stanowiła panel informacyjny, na którym przedstawiono aktualną sytuację w sieci i rzeczywistości, pomniejsze displeje w pełne były wykresów i kolumn alfanumerycznych, migających w zależności od prędkości przesyłu.

Drzwi się zamknęły, a Sztumski wcisnął znaną sobie kombinację klawiszy na podręcznym panelu i drzwi wejściowe momentalnie zniknęły, okna zamigotały i stały się całkowicie nieprzeźroczyste, a całe pomieszczenie natychmiastowo pogrążyło się w cyfrowym faradayu, odcinając jakikolwiek dostęp do środka.

- Lars, na początek - naczelnik Edmund Sztumski spojrzał na wchodzącego półelfa. - Powiedz mi, ale szczerze, co to kurwa miało być?

Kapitan Lars Andersen odchrząknął, chcąc się odezwać, ale Sztumski przerwał mu gestem. Przelistował coś na displeju na biurku.

- Dwanaście drakkarów, prawie setka agentów polowych, dwa eszelony neuronalnych, dwa eszelony zlokowanych, brunatna jednostka Armii, wsparcie wewnętrzne
Scoia 88, zewnętrzna asysta NW... - machnął ręką w stronę zalegających na biurku teczek. - To są aktualizowane raporty pozostałych służb, które reagują na... - zawiesił na chwilę głos. - Na..., tam - machnął dłonią w stronę panelu informacyjnego, gdzie pojawiło się okno serwisu
RNN i obraz płonących blokhausów i hauptquartów wokół
Rhumdurims Freiheitsplatz. Oraz strzelające krasnoludy. - Powtórzę, co to kurwa było?

- Akcja przeprowadzona zgodnie z wytycznym Komendy Głównej RASIS i Jednostki Wydzielonej
Neural Ward, zaaprobowana przez Pion Specjalny numer Cztery, w oparciu o dane przekazane z Capital Station i zatwierdzona przez Nadzór Służb Specjalnych Capital City...

- Przestań pierdolić! - naczelnik walnął ręką w blat. - Nie cytuj mi tutaj oficjalnych informacji! - ściągnął okulary i położył je na stercie raportów. - W sieci huczy od tej... nieudanej akcji. Temat
Sonne został objęty klauzulą kontroli przekazu. Trzeba było przytemperować media i zablokować większość serwisów streamingowych, ale i tak audiowizuale viralowo krążą w głębokim gridzie. Senat zwołuje w trybie pilnym komisję nadzwyczajną. Gremium Władzy i Główny Auror żądają wyjaśnień. Szefowie sztabów Armii i Floty są właśnie ściągani do Capital City - popatrzył na półelfa i wskazał mu krzesło.

Andersen usiadł.

- Jeśli mam być kozłem ofiarnym, to dlaczego w ogóle rozmawiamy? Dlaczego nie mam jeszcze kajdanek?

- Poręczyłem za ciebie.

- I to ma mnie uspokoić?

- Daruj sobie, durny elfie. Twój raport...

- Mój raport - Andersen zmrużył oczy. - Co z nim?

- Jest błędny.

Kapitan nie musiał udawać zaskoczenia. Był zaskoczony.

- Jak to, błędny?

Naczelnik nie odpowiedział. Sięgnął tylko po jedną z teczek i wyciągnął z niej parę kartek elektroforetycznego papieru.

- To jest twoje oficjalne przyznanie się do winy w świetle Kodeksu Armii wydane przez Sekcję Wywiadu Capital City.

- Na jakiej podstawie?

- Paragraf szesnasty, siedemnasty i dwudziesty trzeci, ustęp ósmy.

- Żartujesz?

- A uśmiecham się? Nie będę owijał w bawełnę, góra chce twojej głowy. Na tacy. Natychmiast.

Lars Andersen wpatrywał się w czarno-biały druk leżący na skraju biurka.

- Niedopatrzenie, zaniechanie i przekroczenie uprawnień? - kapitan wydął wargi. -
Svay' erh et erge, mogę zapalić?

Edmund skinął głową. Półelf sięgnął do kieszeni i wyciągnął zmiętą paczkę „McMorrestów”, wyciągnął jednego. Poczęstował Sztumskiego. Ten wziął papierosa i zapalił. Kapitan zapalił drugiego.

- Takie buty? - powiedział wypuszczając kłąb bladobłękitnego dymu.

- Takie buty - Sztumski zaciągnął się dymem. Strzepnął popiół do popielniczki.

-
Ean priv'a nuth c'al właściwie, dobra - Lars Andersen wstał. - Po co ta cała farsa?

- Siadaj, bo się spocisz. Mamy jakieś dwadzieścia pięć minut, zanim Wewnętrzni zaczną coś podejrzewać - naczelnik ponownie zaciągnął się dymem i skiepował papierosa. - Nieformalnie mam wybadać, czy wiesz więcej niż napisałeś w raporcie.

- I dlatego zaczynasz rozmowę od opierdalania mnie? O co chodzi?

- Zauważyli pewne... nieścisłości i fakty, które nie mogły... nie miały miejsca.

-
Cuach'te, farm't eht asse... - półelf splunął w prawo. -
Gre'ds o'el lam?

- A co? Chciałbyś utknąć w polu Schöltza na co najmniej dwadzieścia pięć lat? - Sztumski założył okulary i lekko je opuścił na nos. - Czego oczekiwałeś? Akcja poszła w pizdu... A ja mam związane ręce, wszystko przyszło z góry. Samiuśkiej góry! Jebać... wiesz, że nie zostawiam swoich na lodzie.

- Oni też to wiedzą...

- Lars, znamy się od piętnastu lat. Wiesz, że dam sobie z nimi radę, spokojna twoja rozczochrana - naczelnik spojrzał na displej. - Dobra, będę z tobą szczery... wdepnęliśmy w niezłe gówno. Praktycznie nic się nie zgadza z danymi wywiadowczymi RASIS, śledztwami naszego Pionu i informacjami z Capital Station.

- Dobra,
d'hoine, przestań owijać w bawełnę.

- Wrzuciłeś raport z akcji na serwer główny RASIS i system dostał pierdolca - zawiesił głos. - Tych trzech, co byli z tobą i przeżyli, zaraz po akcji wzięli na trał. Bez zbędnego przesłuchania.

- Co?! - półelf prawie krzyknął. Proces trałowania wydobywał holistyczną linię stojącą pamięci i transplantował ją w ciąg digitalny dostępny dla przeprowadzającego proces w zgrabnej formie zapisu wideo, z mózgu delikwenta robiąc papkę i zamieniając go w niegroźne mięsne warzywo. -
Ain t'hade craesy, cuach deir, szol'va??

- Ni chuj, zdecydowanie coś chcą ukryć. Ale to nie koniec, wszyscy, którzy mieli w tym czasie dostęp do raportu, zostali odsunięci i odizolowani, dowalili im po pół godziny slow czasu - powiedział naczelnik, a Lars ponownie rozdziawił usta.

- Pół godziny slow czasu?!? To z dziesięć lat urojonych, kurwa. I pewnie wpieprzyli im scenariusz z piekłem... Zmęli ich na
er 'siher - Andersen skiepował papierosa i sięgnął po następnego. - Tylko przez to, że widzieli mój raport?

Edmund kiwnął głową i wywołał displej po lewej stronie biurka. Wylistował dane. Pobieżnie przeleciał po nich wzrokiem.

- Dane z twojego interfejsu koordynatora poruszyły jakąś sprawę sprzed szesnastu lat. Coś o porwaniu
Agamemnona. Dzwoni ci coś?

- Sprawa niewyjaśniona, podobno jakiś haker sam porwał pancernik. Włożyłem to między bajki, bo systemy klasy athena są zbyt skomplikowane, żeby jedna osoba mogła je obsługiwać.

- Wrócimy do tego - naczelnik machnął ręką. - Według danych z Capital Station ten jegomość wcześniej zabił trzech policjantów, dwóch agentów RASIS i neuronalnego, a podczas ucieczki AGVką zdemolował kilka ulic Nowego Madrytu. Widziano go w towarzystwie czerwono-brązowowłosej kobiety - czytał dane z displeja. - Rzecz jasna, nigdy jej nie znaleziono.

- Z tego co pamiętam, to BioKonglomerat natrafił na szczątki
Agamemnona dwa lata później na orbicie okołosłonecznej w Pasie Sirillium.

- No nie do końca, rufa orbitowała w Pierścieniach, dziób na Yellowstone szperacze Czerwonego Kombinatu pocięli na złom, a śródokręcia nigdy nie odnaleziono. Trudno to wyjaśnić, ale gość przeładował pewnie stos i grzybek mu wyrósł. Ale najwyraźniej przeżył - Sztumski sięgnął do pudełka. Wyciągnął papierosa i zapalił. - Poczęstowałbym cię, ale już palisz.

- Dalej polskie?
Szol'va, te „Klubowe” smakują tak, jakby ktoś zapomniał dodać tytoniu do słomy...

- Jeb się - Edmund zaciągnął się papierosem. Po czym odkaszlnął. Półelf kątem oka zauważył dziwne falowanie powietrza niedaleko biurka, ale lekko potrząsnął głową. Dym wydmuchany przez Sztumskiego zasłonił widok. Naczelnik kontynuował. - Istotne jest to, że ten super haker posługiwał się technologią zupełnie nieznaną i dalece bardziej zaawansowaną, niż nasza. Wyprzedzała nas o co najmniej sto lat.

- Znaleźli go?

- Jego sygnatura mignęła parę razy na orbitalu BioKonglomeratu, według źródeł
Neural Ward dochrapał się stopnia szypra drugiej klasy...

Kapitan syknął.

- Druga klasa?! W BioKonglomeracie?! Na to potrzeba ze trzydzieści lat!

- Prawda? Wywiad ustalił też, że dowodził harwesterem hutniczym klasy argo BKH
Pogoń za Marzeniem - naczelnik strzepnął popiół. - W każdym razie siedem lat temu zniknął z całą załogą. BioK wystawił za nim nawet list gończy - wzruszył ramionami. - Nie pytaj mnie czemu, to polityka BK. Później jego sygnatura pojawiała się jeszcze parę razy w karmazynowych strefach i obszarach dawnego SSN.

Andersen rozszerzył oczy.

-
Seer' iou c'aan?!
Scharfer Schatten der NEBEL?! Naprawdę? A co ma do tego dawny reżim krasnoludów?

- Załoga
Pogoni za Marzeniem była wyjątkowa, jak na standardy BioKu. Dwóch ludzi, troll, krasnoludka i elf niskiego rodu, według danych RASIS wszyscy w jakimś stopniu związani z Podziemnym Państwem. Co lepsze, troll należał do
DeTrololo, nawigator praktycznie wychował się w Serbiańskim Froncie Równości, pilot była członkiem holenderskiego Wolnego Dymu,
spitzöhrisch... - naczelnik przerwał patrząc na lekko szpiczaste uszy kapitana. - Wybacz... elf działał w scyborgizowanej elfijskiej grupie
Siedhd'a'teu A'emanu, a krasnoludka ma do tej pory aktywny status
Effendingen Loreanger.

Lars aż gwizdnął.

- I Republika nic z tym nie zrobiła? A, w sumie,
hest'em urh, cholera, BioK to niezależny orbital, dla nich liczy się funkcja, a nie przeszłość i ogólnie Republikę mają w dupie.

- No właśnie.

Półelf strącił popiół z papierosa.

- I wracając, właściwie niech zgadnę... ten szyper BioKu pojawił się podczas mojej akcji.

Sztumski pokręcił głową.

- Według danych z Capital Station mieliśmy dość wyraźne namiary na tamtego gościa, sygnatura neuralna potrójna. Ale przy okazji wyskoczyły cztery nowe cele o specyfice technologicznej identycznej do...

-
Est'h im - Lars przerwał naczelnikowi. - Mnie w ogóle zastanawia fakt, że jakiś buc siedzi sobie wygodnie w głównym torusie rządowej instalacji orbitalnej i tak od niechcenia przekazuje szczegółowe informacje na temat celu, jego uzbrojenia, przybliżonej lokalizacji. Skąd ma takie informacje, jak zostały zebrane...

- Owszem - naczelnik podrapał się po uchu. - To dość podejrzane, jeśli przyjrzeć się temu z perspektywy niepowodzenia całej akcji - strącił popiół. - Wszystko wydaje się być zupełnie ze sobą niepowiązane, ale...

- Ale co?

- Ale to za chwilę. Skupmy się na wcześniejszym temacie... - Sztumski odchrząknął. - Specyfika technologiczna czterech nowych celów była niemal identyczna z tamtym gościem. I najwyraźniej cała piątka współpracowała ze sobą. Obiekt, którego ścigaliście w okolicach
Rhumdurims Freiheitsplatz posiadał zarówno sygnaturę neuralną potrójną, jak i posługiwał się tamtą technologią - przerwał na chwilę patrząc na Larsa. Tamten najwyraźniej trawił dopiero informacje. - A teraz najciekawsze, zespół pościgowy w
Trebliner Höhlen miał namiar na sygnaturę neuralną z pogłosem cyfrowym potrójnej.

Zapadła cisza, Andersen był zaskoczony.

- Pogłos? - zawiesił głos. - Chcesz powiedzieć, że...
cuach'te craep, przecież cyfrowy pogłos zostaje jedynie po obecności SI.

- Bingo. Tylko, że w tym wypadku, po dwóch SI - powiedział Sztumski, kładąc naciska na słowo „dwóch”.

- Sama infrastruktura, majnfrejmy, regulatory przepływu, pamięć bąbelkowa, bramki logiczne, zasilanie... to
et' impo'siblu.

- A jednak. Zupełnie obca, zaawansowana technologia. Obsługa pancernika to pikuś. Jednakże, ścigaliście nie tego gościa. Tamten właściwy był w sieci eangrishowych kawern pod
Trebliner Höhlen - Edmund odchrząknął. - Ale to nie koniec rewelacji...

- Pewnie wspomnisz, że sposób działania czterech dodatkowych celów był specyficzny, skoordynowany i cholernie precyzyjny. Niespodziewany, z przynętą... czyli taktyka
RIOT.

Naczelnik zmrużył oczy. Spojrzał lekko w prawo ponad Larsem, po czym wrócił wzrokiem z powrotem na półelfa.

- Zauważyłeś to? Skamuflowali się, więc aż dziwne.

- Przecież na twoje polecenie badałem ich sprawy... fantastyczna koordynacja, refleks... aż ciary przechodzą i bierze mnie wkurw, że nasi tak dają dupy... łącznie ze mną - Lars wypuścił kłąb dymu. - W każdym bądź razie, sam zasugerowałem ich nazwę...
RIOT, bo po każdej ich akcji na powierzchni Prime w tamtym rejonie wybuchały zamieszki.

Sztumski mierzył wzrokiem półelfa. Wwcisnął parę klawiszy i panel informacyjny ściemniał. Pojawiły się obrazy, głównie zniszczeń. Wszystkie z Charon Prime i orbity okołoplanetarnej. Lars przyjrzał się im. Rozpoznał od razu zgliszcza Wieży Kontroli Przepływu w Berezovce, osmalone fundamenty elektrowni fuzyjnej
Yautal korporacji Weyd na Tierlandii, rozsadzone płyty kosmodromu uranowego w
Sonne, kikuty Stacji Przesyłowej Acheron Dwanaście, wybebeszone truchła Podwójnej Karuzeli Energetycznej RASIS i innych.

- Po ataku na farmę wiatrową na Nowej Grenlandii, po raz pierwszy w historii, wydali oświadczenie, że to oni, że ze względu... bla, bla, bla... i rozwinęli skrót
RIOT do
Radical Initiative Ordo Terror.

- Nie chcesz powiedzieć, że
RIOT...

- Dokładnie chcę to powiedzieć.

- Że co?

- Ścigałeś przynętę. Reszta wykonała robotę, gość z SI w jakiś dziwny sposób się napatoczył - Edmund ściągnął okulary i położył je na stosie teczek. - A jednak w tym samym czasie doszło eksplozji w południowym Saen'aep...

-
Cuach'te, o czym ty mówisz?

Naczelnik spojrzał na displej.

- Kompleks Przelewowych Ogniw Hydrowoltaicznych
Energa i Grawitacyjna Tama Saen'aep zostały zniszczone.

- Co?! Nie zdawałem sobie sprawy... - zawiesił głos. - Kolejna elektrownia... atakują tylko źródła energii i linie przesyłowe...

- I to nie jakieś byle jakie... z tym, że zarówno kompleks
Energa jak i tama, to pic na wodę. W systemie owszem istnieją, ale w rzeczywistości na działce nic nie ma. Rzecz jasna, całość jest ogrodzona pięciometrowym murem i podwójną siecią pod napięciem, drony strażnicze patrolują teren, obraz z satelitów jest zaciemniony zgodnie z Prawem Wojskowym o Kontroli Infrastruktury Militarnej.

- A co ma piernik do wiatraka, Edmund? Ktoś zrobił finansowego wała...

- Zniszczeniu uległ parterowy, drewniany budynek i niedokończony dwupoziomowy bunkier...

- Edmund,
oen' an dulheim est', znowu wracasz do tej paranoi? - Andersen zaciągnął się dymem. - Prowadziliśmy ich sprawy razem, ale cały czas byli o krok przed nami,
rhia' et baen.

- Ta cała sprawa jest bardziej skomplikowana, niż ci się wydaje. I to nie przejaw mojej paranoi - naczelnik wyciągnął ze stosu jedną z teczek. - To dossier... - zawiesił głos. - Nie znajdziesz go na żadnym serwerze, w żadnej bazie danych czy magazynie pamięci bąbelkowej. Istnieje jedynie na papierze - popukał palcem w dość gruby foliał. - Zawiera wszelkie skrawki informacji, moje domysły i teorie. Wszystko, czego się dowiedziałem na temat tajnych projektów Republiki na przestrzeni piętnastu lat. Grupa
RIOT pojawia się tutaj dość często, ale bardziej w formie opozycji. Zupełnie tak, jakby starali się nie dopuścić do realizacji tych projektów. A co najlepsze, o istnieniu tej grupy najwyższe władze wiedziały znacznie wcześniej, niż my.

Lars zmrużył oczy.

- Chcesz powiedzieć, że władze wiedziały o nich...

- Tak.

- Ale nasze śledztwa...

- Góra nigdy tak naprawdę nie wiedziała, że prowadzimy w ich sprawie jakieś śledztwo. Zmyśliłem fikcyjne dochodzenia, żeby nikt nam nie węszył.

Andersen gwałtownie wstał, krzesło przewróciło się. Sztumski podniósł dłoń i pokręcił głową.

- Co kurwa,
g'uanthe? Prawie dziesięć lat śledztwa, a ty mi teraz mówisz, że pracowałem nielegalnie pod jakąś fikcyjną przykrywką? - złapał się za głowę. -
Es'se aep cr'adl, Edmund?

Sztumski westchnął.

- A jak myślisz? Chroniłem nas. Wlepiliby nam ze dwadzieścia pięć lat slow czasu...

- Przecież to były akty terrorystyczne!

- Tak jak teraz?!

- A co ma to wspólnego ze mną? Chciałeś... - przerwał. Pomyślał o wszystkim, czego do tej pory się dowiedział. To było niemożliwe, że ktoś z góry sabotował jego ostatnią akcję, jednocześnie miał to zrobić pod nosem
Neural Wardu. Spisek musiałby sięgać bardzo głęboko. Nie, to niemożliwe. Podniósł krzesło i usiadł. -
Cuachte'.

Sztumski przerwał mu gestem dłoni.

- Przypuszczam, że w podczas twojej akcji obecność
RIOT nie była przypadkowa. Przypuszczam bardziej, że twoja akcja była jedynie preludium, celem był
RIOT.

- Jeśli to prawda, to...

- Buc z Capital Station, jak to zgrabnie ująłeś, nie kwapił się zawrzeć tego w swoich poleceniach dla RASIS i NW. Świadomie zataił istotną informację, zupełnie jakby...

- Jakby chciał, żeby akcja się nie udała,
szol'va - kapitan wpadł mu w słowo. - Ale dlaczego?

Sztumski wydął wargi.

- Przejrzyj sobie to - rzucił w stronę Larsa teczkę.

Półelf otworzył i zaczął czytać dane, odpalił niewielki displej na elektroforetycznym papierze. W miarę jak oglądał, jak porównywał informacje, jego twarz stawała się coraz bardziej spięta i blada.

- Co to, kurwa, jest?

- Dowód, że ktoś nieźle się namęczył, żeby akcja nie wypaliła.

- Ale tutaj...

- Z dwunastu drakkarów siedem było automatycznych, bez załogi, w czterech załogę stanowili przestępcy z aktywnymi wyrokami śmierci - Sztumski zaczerpnął powietrza. - Zamiast brunatnej jednostki Armii zrzucono jedynie standardowe androidy z okrojonym oprogramowaniem logicznym, neuronalni i zlokowani zostali zastąpieni bojową wersją person czwartego poziomu kontrolowaną przez zniewolone SI stacjonujące na serwerach Capital Station, a twój drakkar... no właśnie, twój drakkar był jedynym elementem oryginalnego planu akcji, zupełnie jakby potrzebowali...

- Niemożliwe! - przerwał mu gwałtownie Andersen. - To jakiś fejk. Sam dobierałem ludzi.
D'hoinen!

- To nie fejk, Mam pewność, że to prawda.

- Ale jak...

- Zastąpili ich tuż przed akcją - Edmund oparł się o fotel. - Nikt z twoich ludzi nie zginął podczas... Większość wrzucili na trzy godziny w slow czas, a paru bardziej opornym zaserwowali trał. Cała akcja to była jedynie ściema. Jedna wielka ściema.

Andersen zapalił i utkwił wzrok w papierach. Czuł pustkę, nawet nie wiedział, co ma o tym myśleć. Gryzł filtr papierosa.

- Skąd to masz?

- Nieważne.

- Przecież widzę, że wizual zrobiono z wnętrza strefy i w kawernach, a nikt od nas nie latał tam z kamerami - zaciągnął się dymem. - Masz coś wspólnego z
RIOT?

Naczelnik westchnął. Po raz kolejny.

- Jesteś pewien, że widziałeś klasę enyo?

Zmiana tematu wybiła Larsa.

- Eee, w raporcie jest wszystko. Łącznie z telemetrią interfejsu - odparł szybko. - I nie zmieniaj tematu! Masz coś wspólnego z tą...

Sztumski sięgnął po okulary.

- No właśnie te dane uległy deformacji. Inaczej bym się ciebie nie pytał - przesunął okno displeju. - Znacznik czasowy zotał skasowany, dane lokacji i systemu GVS zniekształcono, zupełnie jakby ktoś w nich grzebał - naczelnik widział złość na twarzy Larsa, ale grał na czas. Machnął dłonią i dane z displeju wskoczyły na główny panel informacyjny na ścianie. Górny fragment pociemniał, ciągi alfanumeryczne skrolowały w górę, a obraz był lekko zamazany, śnieżył miejscami i do czasu do czasu skakał. Pojawił się zarys czegoś dużego, zwężonego mniej więcej w połowie, falującego w kamuflażu audiowizualnym. Później wszystko skąpało światło bijące ze strumieniówek. I zapis przeszedł w tryb tekstowy, który był dość mocno poszatkowany. Półelf zmrużył oczy, znowu zauważył dziwne falowanie powierza, ale tylko przez moment, trwało może z sekundę. W tym samym momencie zapis tekstowy rozjarzył się i gwałtownie znikł. To zaskoczyło Larsa. Zaraz, moment, teraz powinien się pokazać okręt bez kamuflażu, pomyślał. Sięgnął po papierosa i zapalił.

- To niemożliwe, dane z interfejsu były zakodowane kluczem 512, do którego dostęp ma jedynie Jednostka Zabezpieczeń Armii w Kadesh.

- A gdzie przetrzymują kopie?

- Kopie kodowe znajdują się w... - przerwał. Dał się wmanewrować w rozmowę o jakimś okręcie. Sztumski miał coś wspólnego z terrorystami, ale... pokręcił głową, jeśli sam się nie przyzna, to Lars i tak się nie dowie. A z drugiej strony, nawet jeśli miał, to kapitan i tak mu niczego nie udowodni, bo miał być kozłem ofiarnym niepowodzenia akcji w
Sonne. Kontynuował. - W Republikańskim Banku Danych Capital City i Centrum Nadzoru Capital Station... kurwa.

- No właśnie.

- Ale każdy wyższy oficer z Dowództwa by się domyślił, że przekaz z interfejsu jest modyfikowany.

- Nie, jeśli uznano by cię winnym wtopy... wtedy przybiliby ci jeszcze modyfikację danych wrażliwych - naczelnik podrapał się po dłoni i pokiwał kłową na widok zaskoczonego wyrazu twarzy kapitana. - Dlatego pytam, czy jesteś pewien, że to była imperialna fregata pościgowa klasy enyo? A nie na przykład krążownik typu aeolus?

- A czy niedźwiedzie srają w lesie? To był enyo - prychnął kapitan. - Z resztą, jakie to ma znaczenie?

- Ogromne - Edmund wstał, obszedł biurko i oparł się o skraj blatu. - Ktoś się natrudził, żeby dowieść, że to był aeolus. Tylko ciekawe po co? - sięgnął po „Klubowe” i zapalił. - A wracając to twojego pytania, to chyba nie ma sensu cię ściemniać.

- Tylko mi nie mów...

- Musisz zrozumieć, że...

W tym momencie powietrze po prawej stronie naczelnika zafalowało i ku zaskoczeniu Larsa Andersena przemówiło.

- Kończy nam się czas, panie Blue - obraz zafalował i zmaterializował się w wysokiego mężczyznę, ubranego w grafitowo-amarantową zbroję, która gdzieniegdzie świeciła na zielono. Lars gwałtownie wstał, przewracając krzesło.

-
Szol'va, moytherbeeh, raas' aer baar'a!
Cuachte'! Co do...

Mężczyzna kontynuował, patrząc na naczelnika.

- Dossier, fikcyjna akcja, błędy wywiadowcze, przekłamywanie danych, te wzmianki o
RIOT, mętlik... no i praktycznie prawie oskarżył pana o zdradę Republiki - powiedział. - Ale tak jak pan mówił, dobry jest, szybko łączy kropki, spostrzegawczy, dwa razy dojrzał zmianę fazową mojej zbroji, co jest dość... niemożliwe - spojrzał w stronę cofającego się półelfa. -
Ean nada' defeey' laas, Andersen.

-
Eyah' nunde' ress! - odpowiedział automatycznie i przeklnął. Kątem oka zobaczył, że mężczyzna się uśmiechnął. - Sztumski! Kto to kurwa jest, co tu się dzieje?! - Andersen cały czas się cofał. Rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając... zwariowałeś, gość ma zbroję w kamuflażu, a ty szukasz jakiejś broni i przywalisz mu, dajmy na to popielniczką, opieprzył się w myślach. Zakręciło mu się w głowie. Jedyny przyjaciel, który okazał się... no właśnie kim? I te wszystkie rewelacje, o których dowiadywał się przez ostatnie kilka minut. Poczuł się tak, jakby świat spadł mu na barki, nie wiedział co jest prawdą, a co kłamstwem... Lekko się zatoczył.

- Synek zaraz dostanie zapaści - głos po lewej przy panelu informacyjnym. Damski głos. Półelf obrócił się i zobaczył kobietę w podobnym rodzaju zbroi. Dostrzegł też szpiczaste uszy. Żuła gumę i popatrzyła na naczelnika. - Dziadek, po co tyle zachodu?

- Zamknij się, Spark - powiedział szybko mężczyzna obok naczelnika. Sztumski odchrząknął.

- Lars, poznaj Gusa Tarballsa, kapitana Imperialnych Sił Specjalnych
SNAKE, dowódcę pierwszego oddziału „Imperia”. Oraz Iskrę - kobieta syknęła lekko. - Chociaż woli, żeby nazywać ją Spark.

- Siemanko - Spark zrobiła balon z gumy, który po chwili pękł.

Edmund kontynuował.

- Tutaj jednak są częścią
RIOT...

Larsowi pomieszczenie zawirowało przed oczami, opadł na prawe kolano, ale nie upadł. Podtrzymał się opierając dłonie na chłodnawej powierzchni gumowanej posadzki.

system DEF-836, Charon Prime, 12/08/021, godzina dzienna 0721
Gaedia, Nowe Południowe Karpaty, Racoon p., Tryton City,
kompleks Komendy Głównej RASIS, Jednostka Wydzielona Neural Ward
koszary Gwardii Wewnętrznej, Nadzór Wizualny, poziom minus jeden


Lampka obwodu wewnętrznego zaświeciła się na zielono. Jason Phyre przełączył tryb przyłbicy i zobaczył schemat układu. Wpiął przewody małego modyfikatora; na wewnętrznym displeju wyświetliło zmodyfikowany obraz biura starszego brygadiera Edmunda Sztumskiego zapętlony w piętnastominutowym loopie. Wprowadził jeszcze kilka poprawek w kodzie, zainstalował dodatkowo małą niespodziankę od Flameberga, w postaci delikatnego, czarnoLODowego backdoora, który na wypadek włamania wpuszczał cybernetycznego wirusa, nadpisującego wszelkie dane na danym odcinku. Odpiął cienki przewód sterujący, który zwinął się w kieszonce pasa, przykręcił śruby mocujące wewnętrzną ściankę klimatyzatora, założył boczną ściankę i docisnął. Zatrzaski zaskoczyły. Odłożył bezużyteczny w tym wypadku palnik zimnnoplazmowy do przytroczonego pojemnika na pasie z tyłu zbroji. Początkowo sądzili, że będą fizycznie musieli dostać się do maszyny reckordingowej w pomieszczeniu Nadzoru Wizualnego, ale okazało się, że pakamerę przylegająca do tego pomieszczenia oddzielała gruba jedynie na dwa centymetry plastalowa płyta, która nie stanowiła problemu dla modułu hakerskiego. Phyre zaistalował go w klimatyzatorze.

Odwrócił się i zobaczył, jak Ingmar Deriveh montował minę do tylniej ścianki szafki i ustawiał maksymalny zasięg.
[ Ostatnia z listy ], powiedział major.
[ Mam nadzieję, że Iburim dobrze rozplanował strefy wybuchów ], Phyre włączył hełm i przyłbica automatycznie opadła na jego twarz.
[ Bo zamiast sabotażu będziemy mieli niezłą jatkę. ]
[ Wyrzuty moralne, sierżancie? ], Deriveh lekko się uśmiechnął.
[ To tak niezbyt... ]
[ Nie marudź, mogłeś zostać we Flocie, a nie pchać się do specjalnych ], uciął dowódca.
[ Chociaż pilotem jesteś świetnym. ]
[ Się wie ], odpowiedział sierżant lekko się uśmiechając.
[ Umiejętności wyssałem z mlekiem matki ]

Ingmar popatrzył na niego z byka.
[ Chyba wychlałeś, bo obecnie chlanie równie świetnie ci idzie. ]
[ Pan coś mówił, bo nie dosłyszałem ], powiedział Jason nonszalancko.
[ Uważaj, sierżancie ], odparł major. Przelistował na displeju schemat, a w międzyczasie odebrał wiadomość tekstową.
[ Dobra, sygnał z biura. Zbieramy się ], machnął ręką i włączył kamuflaż. Jego obraz zlał się z fakturą ściany. Krasnolud poszedł w jego ślady. Wyszli z pomieszczenia służbowego.
[ Zamknij pakamerę na głucho. Zapętliłeś obwód? ]
[ Według zaleceń NeSJ i Side'a ], krasnolud zalakował rozenem elektroniczny zamek w drzwiach.

Ruszyli w przykucu korytarzem, skręcili w prawo, doszli do następnego rozwidlenia i skręcili w lewo, w stronę klatki schodowej, mijając posterunek Gwardii
Neural Ward. Dwóch strażników siedziało przy biurku, jeden przeglądał coś na prywatnym displeju, drugi dłubał w nosie. Specjalnie wybrali taką godzinę, kiedy do zmiany warty pozostawało czterdzieści minut; po ośmiu godzinach końcówki nocy patrole marzyły bardziej, żeby zejść do szatni i wrócić do pomieszczeń koszarowych, aniżeli o wykonywaniu obowiązków. Korytarz kończył się czterdzieści metrów dalej dużą klatką schodową.
[ Schodzi patrol ], Phyre widział na displeju dwie czerwone kropki poruszające się powoli po schodach.
[ Dwóch kolejnych na parterze w lobby, czterech z tyłu, przy windzie, ośmiu w poczekalni i recepcji. ]
[ Widzę, lepiej ich obejdźmy. Dostaniemy się na dach od strony magazynu. ]

Prawie przykleili się do ściany, kiedy dwóch znudzonych gwardzistów schodziło ze schodów, po chwili zniknęli w korytarzu, a dwóch redkolarów powoli ruszyło do góry.

C D N