
system DEF-836, Charon Prime, 11/08/021, po północy
Forth, Taura l., Saen'aep Reddcofz, strefa preportowa Sonne
Getrennt Eangerishe Hauptbezirk, Główna Wydzielona Strefa Krasnoludzka, potocznie zwana Karlim Gettem
osiemnaście metrów nad powierzchnią

Gigasfera Charon Prime jest wielka, choć w sumie wielki to może być również pryszcz na dupie.
Jest ogromna.
Właściwie jest to paradoksalnie ograniczona w nieograniczony sposób cyberprzestrzeń z milionem tryliardów połączeń na sekundę.
Istna, często tkana naprędce, pajęczyna.
Trudna do opanowania, ciężka do kontroli, twarda dla mięczaków.
Raj dla serferów. Olej maszynowy dla cyberdekerów. Arkadia dla netranerów. Lotnisko dla Radomia. Kraina wiecznych włamów dla hakerów. Eldorado dla gridowych oszustów.
Koszmar dla nadzorców.
I jednocześnie głęboka woda dla większości.
Wszystko okrasza lekka zieleń zgnilizny, błękit brudnej wody, migotliwa czerń lodowatego kosmosu, świetliste, fajansowe ozdóbki punktów węzłowych, krwista zdegenerowana purpura bram logicznych, stalowy błysk maszynowych łączników i olejowy połysk cybernetycznych muf. Blask gigasfery tłumią jednak spuchnięte, wirujące cielska sztucznych inteligencji na sklepieniu, tam gdzie, kontrolny LOD uległ stopnieniu na tyle, by cyfrowe macki mogły się przedostać przez pierwotne, firmwarowe zabezpieczenia stacji, orbitali, karuzel i archeronów. Cyfrowo odwzorowany świat Charon Prime i równie cyfrowo przytłumiony, zupełnie do niego nie podobny. Digitalne wyobrażenia strzelistych miast informacji, kubaturowych magazynów wirtualnej pamięci, pomiędzy pierwotnym kodem gridu pełnym reklam i marketingowego jadu, autostrady danych z wiaduktami połączeń i maszynowych połączeń, silosy wypełnione kryształowym RAMem, bitami nikomu niepotrzebnej informacji, chłodnym ROMem we/wy, odczuwalny blichtr ruchu, stłumione, świetliste poczucie prędkości przesyłu, tonące jednak we wszędobylskim pomroku głębokiej, oceanicznej toni. Nawet digitalnie przedstawiona Epsilon Eridani sprawia wrażenie gwiazdy zasnutej chmurami cyfrowego szumu i bełkotu, paradoksalnie średnio mało rozświetlając tą przestrzeń (...)
Według danych Republican Network Control Agency
czterdzieści procent kontrolowanego trafiku stanowią transakcje bankowe i międzybankowe, całokształt finansowego systemu połączonych giełd akcyjnych Czternastu Kontynentów, umowy bilatelarne i multilateralne, exchanging naukowy rozumiany szeroko, handel długami, egzekucje komornicze, oficjalna komunikacja Republiki, infrastruktura administracyjna, system głosowań, kontrola nad procesem decyzyjnym albo ogólnoplanetarna sieć zdrowotna, w której można znaleźć wszelakie usługi medyczne, od aborcji po eutanazję. Dwadzieścia pięć procent stanowi wolna, obostrzona pewnymi zasadami komunikacja społeczna, w tej części bezapelacyjnie króluje elfijski Aep-Aep
, ludzka Twarz i pozostałe równie zatrważające serwisy wizualizacji rzeczywistości, różnorakie zbiórki na leczenie wszystkiego, projekty ambitne i całkowicie z dupy, półlegalny handel na serwisach Jaksieuda, Sellopel.ch
czy Mad.kom Toss-a-coin
, komentatorium „Puszyte wormy z czeluści Charon Prime” i podobne bezproduktywne serwisy z milionem wyświetleń na dzień, różne stacje multiwizyjne prześcigające się w wątpliwej wiarygodności newsach, wirtualne kręgi różnych kierunków politycznych, szeroko pojęta, wybiórczo cenzurowana, pornografia rasowa i międzyrasowa, pełna odchyleń, spaczona, z przewijającym się motywem walki, elfka przeciwko siedmiu krasnoludom, facet kontra trzy małe trollki, lokomotywa (...) ogólnie ten zalew słowa pozbawiony moderacji, lecz kontrolowany prawnie (...) mniej więcej, legalne w ch... w każdym bądź razie...
Pozostałe procenty kontrolowanego ruchu w sieci są zupełnie nieokiełznane, mimo starań władz. Agenci Neural Ward
, oddziału wydzielonego RNCA, potocznie zwani neuronalnymi, mają kontrolę stricte
nad republikańską strefą, ich oficjalna władza kończy się jakieś dwieście sześćdziesiąt dwa tysiące sto czterdzieści cztery metry nad powierzchnią, na tyle na ile pozwala moc obliczeniowa setek fizycznych majnfrejmów danych, logicznych wież strażniczych i magazynów pamięci bąbelkowej, a i tak istnieją zastrzeżone miejsca w republikańskim gridzie, takie jak obszar Wolnego Madrytu ze swoim Puente de Vallecas
, Berezovka i Svobodnyy Rynok Chto Ugodno
, reddcofzkie Sonne
z Getrennt Eangerishe Hauptbezirkiem
, Autostradowa Trasa Rainbow Slide
, Lodowy Czop Nowych Andów, Patriotyczna Inicjatywa Społeczna na Nowym Madagaskarze czy Eangerisch Freihaitszone
w okolicach południowego bieguna na Tierlandii. Oflagowane karmazynem, chronione poczwórnym, czarnolodowym, nielegalnym Einhornem
brygady ENKEL
, otoczone republikańskimi buforami bezpieczeństwa, w których panują permannentne Grid Wars
, są niedostępne z pozycji normalnego użytkownika sieci... a co najlepsze, w oficjalnych, upublicznianych raportach pomija się istnienie zakazanych datasfer wewnątrz gigasfery (...) dobra, mniejsza z tym...
Powyżej pułapu 2^18 metra, gigasfera rządzi się prawem silniejszego, pożera własne wnętrzności żywiąc się mocą sojuszy pomiędzy niezależnymi gridami datasfer poszczególnych obiektów orbitalnych, energią bitowych gejzerów punktów oporu netranerów bazujących na mobilnych, nielegalnych platformach sieciowych, szmuglujących dane i pieniądze na orbitę i dalej w system lub na odwrót, szybkością cyberdekerów stacjonujących na ruchomych satelitach, walczących głównie o kontrolę nad wycinkami sieci z orbitującymi SI acheronów i quasi inteligentnymi menedżerami karuzel pod postacią person trzeciego i czwartego poziomu, czy zajadłością chmar podrzędnych jednostek logicznymi orbitali, opierających się o kod informatyczny, zaimplementowany pierwotnie w jednostkach cybernetycznych stacji Babylon 5 z Yellowstone, a język maszynowy z czasów ludzkiej hegiry, wprowadzony rewolucyjnie do preelfijskiej infosieci, paralelny do starokrasnoludzkiego Gest zu Gest
, stanowi dla niej ciekawą przystawkę, pełną komputerowego, gejmerowego shitstorma lowlev, memoringów tworzonych w czasie rzeczywistym formatu ARGIF.rpng, viralowych, quasispożywczych wyrażeń serii instamatic i średnioformatowego polaroida, ergonomicznych pay-to-use i Whosent
, opierających się na starożytnym UNIXie
, sennego języka kodowania Zz
z.exe, opartego na wysysaniu wyrażeń obiektowych, prehegiryjskiego, logo-predefiniowanego turtle graphics
, neoinformatycznego, intuicyjnego i mocno wyimaginowanego, metajęzyka kompilacji jądra starożytnego BASICa
, prepaidowych filtrów komunikacji niewerbalnej czy The Forma
, abstarkcyjno-surrealistycznego modelowania fraktalnego 4D (...) i tak to się kręci...
Większość ruchu odbywa się w chronionym przez RNCA obszarze, ludzie z powierzchni, w wygodnych fotelach dekowych mkną w prawie w każdym zakątku, wystrzegając się stref strzeżonych i zakazanych, elfy w bardziej stylizowanych, samojezdnych atevaukach szaleją bliżej planety, starając się nie oddalać od digitaleśnych połaci cyberpłaszczyzny, natomiast podrzędne rasy, które, zgodnie z Lex humanum et elphium
z czterdziestego czwartego, zwaną też Aktem 44, wyłączone spod pełnego obywatelstwa, rzadko kiedy są spotykane w pozornie wolnej strefie, ograniczają swoją bytność do karmazynowych obszarów. Jednakże przed i po A44 w sieci działały i działają zorganizowane grupy krasnoludzkich netranerów, głównie z ENKEL
i pozostałości Klavierra
, freilancerzy Effendingen Loreanger
z aktywnymi statusami wrogów publicznych Republiki, orkowi cyberdekerzy z terrorystycznej organizacji Orkho dehn Orkho
, gnomy z VdG
, oddział digitalnych trolli DeTrololo
, wolni goblińscy kasiarze (...) sobie wyobraźcie!?!
Z powierzchni, powyżej 2^18 zapuszczają się jedynie wysoce zoptymalizowani i apgrejdowani skoczkowie, zmodyfikowani dekerzy z dekiem zaimplementowanym do matrycy, netranerzy w przenośnych chłodziarkach (...) duża część, a głównie elfy, stosuje jednak wprowadzony przez Agencję pin-up ze standardowym protokołem FEDC, pozostali, nazywani kowbojami, bo... nudy, serio, mało kto z ludzi i elfów był na tyle zajebisty, żeby go tutaj uwzględnić (...) więcej cyberszaleńców pojawia się z orbity, ale to już kwestia wyboru (...) nie chce mi się więcej tłumaczyć...
Giagasfera to twór na tyle złożony, że nawet katakumby sieci mają swoje mroczne podziemia.
No a podziemia... jakby to...
[/ Flameberge, wyizoluj kanały narracji. /], usłyszał. Hybryda wydęła wargi stając obok komina.
[/ Twoje przemyślenia na temat gigasfery mało nas obchodzą. Jeśli... /]
[ Co? ], redkolar podniósł głowę widząc lekkie rozmycie tła. Przeskoczył nad niskim murkiem oddzielającym jeden dach, od drugiego. Poślizgnął się na mchu, ale utrzymał równowagę. Zaklął. Rozejrzał się. Na wizjerze zobaczył cztery pulsujące kropki łodzi patrolowych RASIS, czterysta trzydzieści dwa metry do pierwszej. Zanurkował obok komina, minął Eris, której wirtual lekko mżył i czasem się zawieszał.
[/ Po prostu ogranicz dostęp! /], diablica rozejrzała się po okolicy.
[ Dek ma twoją sygnaturę... ]
[ Szlag, linie świadomości we wszczepie... a myślałem, że to interferencja i sprzężenie pierwotne oprogramowania ], wydał polecenie i szum digitalny od razu zelżał. W przykucu doszedł do skraju dachu. Spojrzał w dół, sześć pięter. Automatycznie wyliczył skok, oceniając pozycję, kąty wybicia i docelowe miejsca lądowania.
[/ Od razu lepiej. /], hybryda wyprostowała się i pojawiła się na sąsiednim budynku.
[/ Elastomer twojej zbroi szwankuje na przyłączach. Wydłuż rozbieg. /]

Zbył ją milczeniem i nabierając rozpędu skoczył nad wąską uliczką z nielicznymi, tlącymi się koksownikami, przy których grzało się kilkunastu krasnoludów. Ekran wizjera rozjarzył się czerwienią alertów, zignorował je. Celował w na wpół rozwalony, najwyższy balkon, trafił lekko poniżej, ale jednak zdołał złapać krawędź. Kilka kawałków gruzu poleciało w dół. Maskowanie zbroi lekko zafalowało, ale kamuflaż się utrzymał przyjmując kolor nieba. Jeden czy dwóch krasnoludów spojrzało do góry, ale nic nie dostrzegli, wzruszyli ramionami i wrócili do konwersacji.
[ Nagrath'... ], zaklął, spoglądając dookoła. Podciągnął się do góry i wyrzutem ramienia złapał za wystający przy ścianie pręt zbrojenia.
[ Szlag by to trafił. ]
[/ Mówiłam. /], prychnęła Eris stając obok Iana i spojrzała za siebie. Dwie łodzie patrolowe zniknęły za budynkami. Trzecia sunęła ponad dachami omiatając okolicę smugą szperacza. Ostatnia wyprysnęła do góry i zawisłą jakiś kilometr nad Karlim Gettem.
[/ Rozstawiają się. Stare, imperialne drakkary atmosferyczne. Ciekawe... /]

Flameberge nic nie odpowiedział. Wskoczył do pomieszczenia. Na wizjerze pojawił się plan budynku, system po chwili wynalazł najbardziej optymalną drogę, która prowadziła do jego strefy ewakuacji. Nieco ponad czterysta metrów. Sześć blokhauzów, dwie uliczki, plac i stara hala fabryczna. W ocenie czasowej rdzeń wszczepu przyjął wyrażenie od pięciu minut do... parunastu, taki, kurwa jego mać, dokładny, zaklął w myślach Ian. Obserwował cztery kropki RASIS migające na displeju; powoli przesuwały się, dwie wzdłuż ulicy na zachód od niego równolegle do jego trasy ucieczki, jedna zbliżała się do niego. Wylistował połączenie i nadał kodowaną transmisję tekstową do Iburima:
#NAD Strefa Ewakuacji 400m Szacowany Czas Przybycia 15 możliwy wrogi kontakt / natychmiastowa ewakuacja#. Potwierdzenie przyszło prawie natychmiast:
#ODBR SCP 15 MWK/NE 20sek#.

Strzepnął kurz z ramienia i zaczął zbiegać schodami w dół. Miał piętnaście minut do przybycia okrętu. Szmat czasu, ogrom przestrzeni, wolność ucieczki... chyba, że coś się spierdoli, pomyślał.
[/ Jak cię namierzyli? /], zapytała Sirrah.
[ Nie mam pojęcia, striangulowali sygnał deku, użyli kradziony soft, znaleźli połączenie we/wy protokołów obronnych, wyciągnęli z chrupek, przefragmentowali bufor, zgadli? ], zeskoczył z ostatniego stopnia, przeskoczył nad wyrwą w spoczniku i lądując na przykurczonych nogach oparł się o framugę.
[ Chuj wie. Jakoś im się udało.
[/ Kradziony soft działający w karmazynie? Nikt nie ma źródłowego kodu Einhorna, nawet ENKEL, a go kurwa stworzyli... /], hybryda stanęła w drzwiach.
[/ Trochę to śmierdzi. W strefie Sonne oprogramowanie RASIS jest banowane z automatu. Kto mógłby... /]
[/ Vikkta by wiedziała. Na bank „Szpony”... /], przerwała jej Sirrah.
[/ Rimana tkwi w polu Schöltza na A7 /], a diablicy przerwała Eris.
[/ Więc przestań. Poleciała na Siódemkę, chociaż próbowałam jej to wyperswadować, ale nie, kurwia elfka stwierdziła, że odbuduje organizację. Bez Steigera „Szpony” upadły, a zasrany Crah aen Hayte przejął ich biznes. Głównie za kasę, którą mu wisieli za wynajem doków, prowizje od szmuglerstw... nieważne. Ten tłusty elf, pierdolony Fat Freddie, z marszu wrzucił ją do lodowego trału. Tak więc na bank nie... /]
[ O czym wy, do ch... serio?! ], Flameberge czuł się dziwnie posiadając dwa dodatkowe głosy w głowie.
[ Nie czas na to... ], ruszył ponownie przebiegając przez wirtual Eris lekko go zniekształcając. Nagle zatrzymał się w pół kroku i przyklęknął łapiąc za głowę.
[ Jasna cholera! Wysłali cyberfagi! ], sięgnął do medpakietu przy pasie i wciskając znaną sobie kombinację wstrzyknął do krwiobiegu zwiększoną dawkę acetylotyroziny; dostarczony hormon zaczął działać prawie natychmiast, poczuł większe skupienie. Jednocześnie wysłał impuls aktywacji gridu swojego awatara. Displej sieci przeszedł w zieleń, kiedy wirujące ostrza otoczyły jego cybernetyczne wyobrażenie.
[/ Wrzuć mnie do sieci! /], hybryda kucnęła przy Flameberge'u.
[/ Oszalałaś?! Zabraknie ci efektu ładowania... /], odezwała się diablica stając za Eris.
[/ I wykasują cię na awaryjnym. Chyba, że... /]

Hybryda spojrzała na nią.
[/ Chyba, że będę w bezpośrednim łączu ze wszczepem. /], uśmiechnęła się lekko.

Sirrah kiwnęła głową.
[/ Lecę z tobą. /]
[ Zaraz, moment. ], Flameberge podniósł się i spojrzał na obie.
[ Wysmażą mi neurony! ]

Diablica poprawiła pasek, spojrzała po sobie.
[/ Tylko jeśli dostaną się w linię systemu. A nie dadzą rady, bo jak utworzysz dwa łącza, zmultiplujesz pin point gridu i dodasz enkrypcję ASSL, twój awatar zblenduje. Dodaj jeszcze czarnolodowe pokrycie, powłokę maskowania i... /]
[ Będą myśleć, że się powieliłem. I będą śledzić halo skopiowane, odbite od faktycznego obiektu. Sprytne, hmmm... tyle, że fizycznie i tak mnie namierzą... ], Ian przymknął oczy wydając polecenia do rdzenia wszczepu, tworząc wyjątki i pętle algorytmów. Widmowym okiem sieci widział, jak czternaście cyberfagów przypuściło atak na jego sferę obronną. Skupił się zbierając energię w deku. Displej sieci mignął gotowością połączenia, pasek ładowania osiągnął osiemdziesiąt cztery procent.
[ Gotowe, będziecie mieć dwie dziesiąte sekundy na przejście, potem... ]
[/ Po prostu nie daj się zabić. /], Eris spojrzała na niego i wydęła wargi. Sirrah kiwnęła jedynie głową.

Obie zaczęły się defragmentować. Sześcienne metakostki zaczęły proces od nóg. Ian patrzył, jak wirtuale się rozpadają. Pasek ładowania osiągnął dziewięćdziesiat pięć procent. Kubiki sięgały już ich ramion i piersi. Dziewięćdziesiąt osiem procent. Widać było już jedynie czubki głów. Sto procent. Poczuł lekkie drżenie wszczepu, poprzez mgłę deku dostrzegł rozszerzającą się gwałtownie kulę energii, która odrzuciła od gridu atakujące jednostki. Poklatkowo zobaczył dwa promienie, zielony i czerwony, które wystrzeliły w przeciwnych kierunkach i szybko zaczęły się oddalać od jego awatara. Sfera obronna lekko przygasła, poziom energii spadł do trzydziestu procent, Flameberge jednak wiedział, że to jedynie chwilowy niedobór. Ustawił alerty zbliżeniowe, zmniejszył argumentową wymianę z infopłaszczyzną ograniczając zwłaszcza agresywność osłony, transferując wszystkie wolne pakiety do defensywy.

I skupił się na rzeczywistości.

Wyliczył skok i przez dziurę w podłodze dostał się na niższe piętro. Wylądował cicho. Poprawił przytroczony nóż bojowy i kaburę z bronią osobistą, sięgnął do zasobnika i wyciągnął energetyczny baton, ugryzł i przeżuwając ściągnął karabin HCd7. Sprawdził stan naładowania ogniw i ilość pocisków. Czterysta dwadzieścia polimerowych ładunków z półgramową ilością AM
6 z możliwością lokowania celu i kierunkowania eksplozji. Karabin automatycznie rozłożył lufę do długości pozwalającej na operowanie w ciasnych pomieszczeniach, optyka wyjechała po prawej stronie, obwody chłodzące rozjarzyły się zielenią. Włączył go do systemu. Displej kontroli broni ożył jasnym blaskiem.

Ugryzł baton.
[ Flameberge, raport! ], głos Ingmara przebił się przez szum odległościowy.
[ Co tam się dzieje?. ]
[ Strefa ewakuacji czterysta metrów ], powiedział spoglądając na sufit.
[ Ewakuacja za dziewięć minut. Neeth potwierdził przybycie. Możliwa wymiana ognia. Strefa ewakuacji możliwie gorąca. Na razie jest spokój. W sieci wrze. Sirrah i Eris w gigasferze. ]
[ Pojebało cię, Flix? ], usłyszał głos Grayvera.
[ Wypuściłeś je, kurwa, do sieci?! To jak spuścić ogary ze smyczy... ]
[ Side, kurwa, mam cztery drakkary na karku, pozostałe osiem poza perymetrem obronnym wszczepu, dwudziestu neuronalnych i teraz jeszcze NW wysłał cyberfagi. ]
[ OK. Poważnie, cyberfagi?! Kurwa... ]
[ Wystarczy. ], głos Deriveha uciął dialog.
[ Kontynuuj ekstrakcję, Ian. Nasza sytuacja się trochę skomplikowała. jesteśmy w kawernie. ], redkolar usłyszał Deriveha, odczepiając minę. Potrzymał ją dłoniach i ustawił promień i kierunek rażenia.
[ W jakiej kawernie? Jak to skomplikowała? ], zobrazował ich widok z deku, dwieście trzynaście metrów poniżej powierzchni, plus osiemnaście do jego pozycji. W pionie. Czterysta metrów poziomie.
[ Dużo by mówić. Melduj zmiany. Kontakt przez txt. Ingmar bez odbioru. ], Ian kiwnął głową. Westchnął.

Rozległ się brzęczyk alertu skanera. Drakkar RASIS przyziemił w pobliżu budynku, drugi poruszał się wzdłuż poprzecznej ulicy. Trzeci unosił się nad budynkiem, z którego uciekł.

Widział, jak od pierwszego drakkara odrywa się osiem postaci i biegnie szybko w okolice wejścia do blokhauzu, w którym był. Z łodzi patrolowej na dachu wyskoczyły cztery postaci. Zaklął po cichu. I szlag trafił spokojną ekstrakcję. Otworzył okno wiadomości kodowanych, nadał:
#NAD SCP 8 wrogi kontakt / natychmiastowa ewakuacja SEG!#. Chwilę odczekał na potwierdzenie:
#ODBR SCP 8 WK/NE SEG 20sek ostro#.

Podszedł pod otwór w suficie i podrzucił minę, która przyczepiła się tuż obok krawędzi. Drugą ustawił na szerszy zasięg i wrzucił na klatkę schodową wyżej. A trzecią piętro niżej. Szybko podniósł karabin i w przykucu podbiegł do wybitego okna i spojrzał w dół lekko wychylając się ponad framugę. Dwa piętra. Zobaczył też delikatny ruch. Wizjer przeszedł automatycznie na podczerwień wyławiając z zimnej ciemności osiem sylwetek agentów RASIS oznaczonych kolorem czerwonym, mieszkańcy getta, oznaczeni na zielono w sposób wręcz teatralny zniknęli z ulicy.

Dwóch RASIS podchodziło do wejścia z lewej, dwóch z prawej, a pozostałych czterech ubezpieczało ich za zasłon, których było dużo wokół budynku.

Przebiegł do sąsiedniego pomieszczenia, tutaj okno kryło się za lekkim wystającym gzymsem. Polecił systemowi wyliczyć trajektorie, odległości, kąty, oflagować cele. Flameberge przełączył karabin na ogień ciągły kierowany, szczegółowe współrzędne spłynęły do pocisków. Displej odliczał czas do ekstrakcji. Pięć minut. Nagle mężczyzną targnął dreszcz. Wszczep zareagował na gwałtowny cyberatak, ledwo odepchnięty przez grid awatara. Ian spojrzał na wolne banki pamięci, pozostały trzy. Dojdzie do fula i plan Sirrah upadnie. Zaklął. Spojrzał jeszcze raz przez okno.

Łódź patrolowa stała wzdłuż ulicy, działka omiatały okolicę. To stanowiło nielichy problem. Stary model imperialnych sprzężonych, ciężkich karabinów energetycznych miał jedną wadę. Wadę dla obrońcy, nie przegrzewał się podczas ognia ciągłego. Przeliczył szybko. Zbroja wytrzyma trzy, może cztery ładunki. Zdusił przekleństwo.

Głuche uderzenia z góry. Czterech agentów na sąsiednim dachu pojedynczo zaczęło przeskakiwać do jego budynku w tym samym miejscu, co on dziesięć minut temu.
[ Nagrath'! ], zaklął.

Nie miał czasu. Zrobił rozbieg i ruszył biegiem w stronę okna. Liczył, że kamuflaż wytrzyma przynajmniej pięć sekund, tak żeby dotarł do poziomu ulicy.

Kiedy przelatywał nad framugą, cztery rzeczy stały się prawie jednocześnie. I dodatkowo trzy, których nie przewidział.

Po pierwsze, eksplodowała mina, którą wrzucił na klatkę schodową, prawie natychmiast anihilując wszystko w promieniu sześciu metrów, posadzka poniżej pękła i spadła na parter. Dwóch agentów schodzących z góry wyparowało od razu, jeden spadł na sam dół, a czwartego podmuch wypchnął przez okno, którym właśnie wszedł. Zduszony krzyk urwał się, kiedy ciało uderzyło w ulicę. Agentów, którzy weszli dołem do środka blokhauzu, przysypały solidne kawały podłóg, ścianek działowych, desek i odłamków betonu.

Po drugie, eksplodowały druga i trzecia mina, nie przewidział, że osłona energetyczna ładunków, nie wytrzyma; wybuch wstrząsnął blokhauzem i sąsiadującymi z nim ruinami. Nie przewidział też, że wytrzymałość całej konstrukcji jest fatalna. Frontowe ściany zaczęły się kruszyć i duże kawały betonu odrywając się poleciały w dół. Na ulicę.

Po trzecie, otworzył ogień. Sześć naddźwiękowych pocisków wystrzeliło z lufy, kiedy skaczący redkolar osiągnął wierzchołek paraboli, po której się poruszał. Zaczął spadać robiąc w powietrzu przewrót, tak żeby wylądować na nogach. Dwa polimerowe ładunki trafiły bezpośrednio w cel odrzucając postaci, jak szmaciane lalki. Dwa trafiły w osłony, z którymi chowali się pozostali. Miniwybuchy półgramowych dawek AM
6 rozniosły zasłony z gruzu i drewna, parząc ukrywających się za nimi ludzi. Ich krzyk urwał się, kiedy pozostałe dwa pociski trafiły ich centralnie w głowy. Po jednym na każdy łeb.

I wreszcie po czwarte, drakkar odpalił napęd i uniósł się w górę na pełnym ciągu, a działka wycelowały w wyskakującego Flameberge'a. Redkolar nie przewidział, że maszyna tak szybko zareaguje; nie było to możliwe, ale poczuł ukłucie deku i połączył kropki. Sirrah albo Eris wpieprzyły się do komputera sterującego i uruchomiły silniki, od razu na pełnym ciągu. Widział, jak lufy działek celują... ale w tym momencie oderwane kawały betonu spadły na maszynę, wbijając się w górny właz i niszcząc broń. Całość zwaliła się na ziemię z potężnym hukiem.

W tym samym momencie Ian Flameberge uderzył w chłodną powierzchnię ulicy, zrobił przewrót amortyzując upadek i wpadł na ścianę budynku naprzeciwko.
[ Kurwa. ], potrząsnął głową. Uderzenie lekko go zamroczyło. Alerty wizjera rozjarzyły się na czerwono. Drakkar nad poprzednim budynkiem wystrzelił parabolą w górę zmiatając płomieniem odrzutu wszystkie wystające elementy dachu. Wychynął znad krawędzi dachu i wypalił z obu dział. Ładunki energii spopieliły miejsce, w którym Flameberge przed chwilą się znajdował. Ale redkolar na pełnym biegu już wspinał się na kupę gruzu, który przykrywał zniszczoną łódź patrolową. Jego śladem podążały kolejne porcje energii. Dobiegał do szczytu, kiedy laserowy promień uderzyły w beton pod jego nogami. Stracił podparcie i runął w dół. Koziołkował i bardziej chyba w odruchu obronnym niż licząc na wyrządzenie szkód atakującym, nacisnął spust. Karabin wypluł krótką serię, niecelną. A Flameberge koziołkował dalej. Dotarł do podnóża. I automatycznie przeturlał się pod osłonę z gruzu. Czekał na kolejną kanonadę. Wizjer cały jarzył się na czerwono. Czuł, że ma obite co najmniej cztery żebra, displej medyczny poinformował go, że sześć i do tego jedno złamane, zwichnął prawe ramię i lewą nogę. Zaryzykował rzut oka zza zasłony, bo skaner przełączył się w tryb diagnostyki. Jednocześnie odebrał kodowaną wiadomość tekstową od Sirrah:
#NAD Nie dziękuj#.

Zobaczył, jak łódź lawiruje w powietrzu. Najwyraźniej pilot walczył ze sterami. Kratownica systemu chłodzenia rozgrzała się prawie do białości, kiedy jednostka próbowała odprowadzić nadmiar ciepła ze stosu. Zmrużył oczy, gdy seria drobnych eksplozji rozorała prawą burtę i rzuciła maszyną w ścianę budynku. Łódź odbiła się od niej, powodując kaskadę spadających kawałków gruzu, betonu i cegieł. Dymiła.

Podniósł się szybko sycząc z bólu. Medpakiet odmówił posłuszeństwa i nie wstrzyknął mu odpowiedniej dawki środka przeciwbólowego. Ściskając karabin lewą ręką i kuśtykając ruszył w stronę wylotu ulicy. Sprawdził czas. Jedna minuta. Zostało mu sto metrów. Za nim łódź patrolowa malowniczo wbiła się w budynek, z którego wyskoczył.

Wtem fragment muru nad nim eksplodował. Obsypały go kawałki gruzu. To trzeci drakkar, który wisiał na nieboskłonie, rozpoczął ostrzał, zachowując bezpieczny dystans. Przyspieszył kroku. Kolejna salwa rozwaliła przed nim zabytkowe wejście do kamienicy, osłonił głowę. Trzecia salwa trafiła znacznie bliżej, rzucając go na ścianę. Grad odłamków zabębnił o zbroję. Wygiął wargi w grymasie bólu. Podniósł się i spojrzał w górę, akuratnie w momencie, kiedy rakieta KK uderzyła w łódź patrolową od góry, tworząc błyskotliwy, ale krótkotrwały fajerwerk i rozświetlając na chwilę okolicę.
#NAD SCP 30sek BZ / SEG!#, odczytał.
#ODBR 30sek#, odpowiedział. Zmusił się do biegu. Minął rozwalone koksowniki, które podmuchy wybuchów porozrzucały po całej ulicy. Ogień płonął pomiędzy gruzami. Latały jakieś śmieci. Z rozwalonej rury ściekała brunatna maź, gdzieś syknął przerwany kabel elektroenergetyczny. Para wodna snuła się tuż nad powierzchnią ulicy, czuć też było woń ozonu. Niebo ponad dachami, z kierunku portu kosmicznego przylegającego do
Sonne od północy, zalśniło bladym seledynem. Nadzór kontrolny lotów w reakcji na eksplozję drakkara włączył pole siłowe. Zawyła syrena alarmowa. Znak, że postawiono w stan gotowości obronę przeciwlotniczą i przeciwkosmiczną. A do trzech minut pojawią się co najmniej cztery pary herculesów.
[ Nagrath'! ], zaklął i skrzywił się lekko, wyczuwając drżenie rezerwowego zasilania deku. Przepiął linie maszynowe na dodatkową magistralę energetyczną zbroi. Dek ledwo się trzymał, elementy logiczne oberwały mocno, majnfrejm osiągnął graniczną temperaturę pracy, a system chłodzenia ledwo dawał radę. Jednak Flamberge nic nie mógł zrobić, a nawet nie chciał, bo bardziej zaszkodziłby Sirrah i Eris. Wolał ich nie wywoływać, żeby nie rozpraszać i tak już bardzo rozproszonej obrony. Obie persony toczyły tam naprawdę ostrą walkę, bo inaczej RASIS i EW dawno by go dopadli, rzucając wszystkie siły, jakie tutaj zgromadzili. Ale bez wsparcia sieci...

Dobiegł do końca ulicy i rozejrzał się. Pusto. Ani śladu ostatniego drakkara. Skaner nadal trwał w trybie diagnostycznym, więc nie był niczego pewien. Sprawdził stan kamuflażu; uszkodzony system pozwolił mu jedynie na tryb gradacji mroku. Wybrał go i powłoka ściemniała, starając się odtworzyć dysproporcje luminacji tła, w wersji odcieni czerni, na poszczególnych elementach zbroi. Trzymając się cienia i kuśtykając ruszył w stronę placu, gdzie ustalono strefę ewakuacji.


C D N