Na co do kina?

Poważne dyskusje nad sensem życia, polityką jak i wyborem nowej karty graficznej.

Moderator: Crow

User avatar
Caerth
Posts: 513
Joined: Sun Feb 22, 2009 9:44 pm
Location: Above

Re: Na co do kina?

Post by Caerth »

Chimeria wrote:Oj, coś pieprzysz Nitu ;3

...

a Da Vinciego szybko przeleciałam.

To dla potomności zachowam...

/offtop
My soul is still the same
But it has many names
User avatar
Namakku
Posts: 331
Joined: Sun Jan 04, 2009 12:08 pm

Re: Na co do kina?

Post by Namakku »

Każdy ma swój gust, każdy preferuje co innego. Mnie, jak już pisałem, drażniło między innymi nachalne "wytykanie paluchem" każdego możliwego aktu historycznego związanego z fabułą, jednak jeśli Tobie podoba się taki zabieg, nie mnie to oceniać.

Książki nie czytałem i nie zamierzam, pewnie usnąłbym po kilkunastu stronach :]

Co do intrygi... gdzie tu widzisz coś naprawdę dobrego? W książce może, ale na pewno nie w filmie. Ot zwykła fabuła z parą złych, parą dobrych, całą bandą szwendających się tu i tam randomów oraz wielkim boom na koniec. Gdzie poboczne wątki? Gdzie niespodziewane zwroty akcji? Zmiana nastawienia bohaterów? Dać jako wroga tajemniczą organizacje to zbyt mało, taki manewr może przechodził w Bondzie, ale tu mieliśmy mieć zupełnie inny kaliber filmu.
Św. Adolf Onanista - patron niespełnionych malarzy
User avatar
Gumowy
Posts: 825
Joined: Mon Jan 12, 2009 11:17 am
Location: Acces Denied

Re: Na co do kina?

Post by Gumowy »

Chimeria wrote:Da Vinciego szybko przeleciałam.
To mu pewnie bylo dobrze XD
Struktura Kościoła:
FatherDirector
GeneralPriest
PaciorekSpecialist
KazaniaWriter
GodAssistant
SacramentPriceAnalyst
TacaAccountant
CołaskaCounter
Ministrant'sPantyRemover
ZygotaWatchpriest
LastContactPriest
OłtarzDesigner
KadzidłoDeveloper
User avatar
Chimeria
Posts: 834
Joined: Fri Aug 29, 2008 7:28 pm

Re: Na co do kina?

Post by Chimeria »

Nie zazdrośćcie tak Da Vinciemu panowie ;3

Well Nitu, o gustach się nie dyskutuje, prawda? Myślę, że bardziej doceni się tą fabułę, gdy zajrzeć głębiej w historię Iluminatów i wydarzeń z tamtego okresu. Paradoksalnie, mimo, że znałam fabułę, to sposób ukazania kto tak naprawdę jest tym złym był dobrym zwrotem akcji. Technicznie, fabularnie i ogólnie.
drażniło między innymi nachalne "wytykanie paluchem" każdego możliwego aktu historycznego związanego z fabułą, jednak jeśli Tobie podoba się taki zabieg, nie mnie to oceniać
No to faktycznie książki nie czytaj, bo w filmie jest zaledwie ułamek historycznych i powiązanych ze sztuką faktów. Ale naprawdę, nie jest to tylko wsadzenie faktów by książka była grubsza, czy żeby autor pochwalił się erudycją. Wszystko to było powiązane ze sobą, przecież na podstawie tych elementów rodziły się poszlaki, domysły i byli w stanie ocalić Kościół.
I tak, lubię takie zabiegi bo nie jest to Bond, w którym połowa filmu to wybuchy, super gadżety i wstrząśnięta, nie mieszana. oO Czasem dobrze jest trochę poruszyć tymi 10% mózgu, choć nie przeczę, że film wymagał o wiele mniej. XD

Podobał mi się również wątek głównego kleryka, bez którego w zasadzie film mógł się obejść (technicznie do tego podchodząc), ale jest to taki symbol tych ludzkich słabości (o wiele lepiej je pokazujesz niż główny zły, który kierował się zupełnie innymi pobudkami - desp, ciężko tak bez spoilerów x3). Ponadto trochę filozofii, przyznanie się Kościoła, że religia nie jest idealna, lecz nie musi być w opozycji do nauki (choć nadal jestem zwolenniczką postawy Langdona).

Co do boomu i innych rzeczy, to niekonsekwencji trochę było, ale jak to na potrzeby filmu.

Anyway, Twoje podsumowanie filmu w postaci nie dość, że pasuje do większości produkcji, to i również ujmuje w swe ramy Kod. Nie oczekiwałam, że będzie to thriller czy kryminał, ale dobre kino akcji. I było. Nie twierdzę też, że była to produkcja wszechczasów, po prostu film, na który warto pójść.

Ale ani ja Ciebie, ani Ty mnie raczej nie przekonamy do zmiany opinii, bo i po co. ;]
User avatar
Namakku
Posts: 331
Joined: Sun Jan 04, 2009 12:08 pm

Re: Na co do kina?

Post by Namakku »

Chimeria wrote:sposób ukazania kto tak naprawdę jest tym złym był dobrym zwrotem akcji. Technicznie, fabularnie i ogólnie.
Nie nazwałbym tego zwrotem akcji, kościół był od początku filmu przedstawiany w niezbyt przychylnym świetle i to dawało pośrednio widzom do zrozumienia że jeden z księży jest zapewne iluminati.

Mówimy o filmie Rudzielcu, nie książce. Sposób wepchnięcia faktów historycznych w fabułę był nachalny, o książce nie wypowiadam się, gdyż jej nie czytałem. Skoro piszesz że było tego więcej i wplecione bardziej umiejętnie, nie pozostaje mi nic innego jak wierzyć twemu słowu.
Chimeria wrote:symbol tych ludzkich słabości (o wiele lepiej je pokazujesz niż główny zły, który kierował się zupełnie innymi pobudkami - desp, ciężko tak bez spoilerów x3).
Ok, przyznaje że moje 10% właśnie pławi się w zupie chmielowej więc nie rozumiem zbytnio o co Ci chodzi... care to explain? :]
Chimeria wrote:Ale ani ja Ciebie, ani Ty mnie raczej nie przekonamy do zmiany opinii, bo i po co. ;]
Recenzowanie najnowszych produkcji jest celem tego topiku, nie zaś przekonywanie siebie nawzajem o wyższości swoich racji. Jakie więc proponujesz podsumowanie? :)
Św. Adolf Onanista - patron niespełnionych malarzy
User avatar
Faroo
Posts: 130
Joined: Fri Jan 02, 2009 11:58 pm

Re: Na co do kina?

Post by Faroo »

Powie ktoś jak ma się film do książki? Bo po lekturze tej drugiej nie za bardzo mam ochotę na film...
User avatar
Crow
Posts: 2585
Joined: Fri Aug 29, 2008 10:51 am

Re: Na co do kina?

Post by Crow »

Na "Anioły i Demony" wybrałem się do kina świeżo po przeczytaniu książki. Liczyłem na ciekawe zilustrowanie książki gdyż, podobnie jak w "Kodzie", wizualizacja scenerii w której toczyła się akcja była bardzo istotna dla fabuły. O ile wiem jak wygląda, przynajmniej z zewnątrz, Bazylika Świętego Piotra, o tyle wygląd kaplicy Chigi, czy rzeźb Beriniego pewnie długo jeszcze pozostałby mi nieznany. Oczywiście, jak to zwykle w filmach bywa, nie wiadomo gdzie mamy do czynienia z oryginalnym wyglądem opisywanych miejsc, a gdzie zdjęcia studyjne nie są nawet przybliżone do oryginału. Myślę jednak, że pod tym względem film był całkiem dokładny.

Wielką, z mojego punktu widzenia, zaletą książek Dana Browna jest to, że gdzie tylko możliwe stara się nie odbiegać od prawdy. Powoduje to nawet, że w czasie czytania jego książek (przynajmniej Kodu oraz Aniołów i Demonów) nie do końca wiadomo, gdzie kończą się fakty a zaczyna się literacka fikcja. Gdy spojrzeć na stronę poświęconą Aniołom i Demonom na Wikipedii, to wymienione tam nieścisłości mają raczej charakter drobnych nagięć rzeczywistości, niż totalnego zmyślania - przykładowo "Nie można zajrzeć do sarkofagu papieża, gdyż jest chowany w trzech trumnach z czego jedna jest metalowa i spawana". (Podobnie było z Kodem Leonarda Da Vinci - oryginalnej wielkości kopia Ostatniej Wieczerzy znajduje się w mojej byłej parafii i jeszcze przed przeczytaniem książki zastanawiałem się, kim jest ta kobieta obok Jezusa). Po obejrzeniu filmu odniosłem więc wrażenie zgoła odmienne od Nita - książka kręciła się i była napędzana przez rzeczywiste dzieła sztuki i ich wygląd. Film starał się podążać tą ścieżką, ale za mało zazębiał się z 'aktami historycznymi'.

Niektóre zmiany w fabule są oczywistą konsekwencją adaptacji filmowej - marginalizacja roli Vittorii, CERNu, czy dziennikarzy BBC nikogo nie powinna zaskoczyć. Niektóre zmiany były dla mnie jednak zupełnie niezrozumiałe. Przed filmem obawiałem się, że osadzony w roli Langdona Tom Hanks będzie prawdziwym Jamesem Bondem, bez trudu pokonującym wszelkie przeciwności losu. Stało się jednak zupełnie inaczej - filmowy Langdom był nieudacznikiem, który kolejne zagadki rozwiązywał tylko dzięki pomocy osób trzech. Oh przepraszam, rozwiązał sam jedną zagadkę (ostatni ołtarz), tyle tylko, że okazało się to zupełnie nieistotne z punktu widzenia fabuły filmu. Filmowy Langdon w ogóle nie potrafił wykorzystać swojej wiedzy historycznej. Najbardziej jednak rozbawiła mnie scena w której główny bohater - profesor historii na renomowanym uniwersytecie prosi o pomoc fizyczkę w tłumaczeniu z Łaciny... Zaskoczyła mnie również zmiana w przemówieniu Kamerlinga przed kolegium kardynalskim. Tak w książce jak i w filmie treść tej przemowy miała marginalny wpływ na dalszy przebieg fabuły. Odniosłem wrażenie, że w tym miejscu autor starał się zamieścić pewne przesłanie. Być może swoje własne stanowisko w debacie między nauką a kościołem (jak dla mnie całkiem rozsądne, na marginesie). Niestety w filmie przemówienie to zostało z niezrozumiałych dla mnie przyczyn zmienione. Być może reżyser postanowił przedstawić tam swoje zdanie na ten temat, co w tak dokładnej adaptacji powieści Dana Browna wydaje mi się nieco nieuczciwe względem tego ostatniego. Dodam tylko, że pozytywnie oceniam zmianę roli odgrywanej przez Langdona w finałowej scenie. W książce była ona przesadzona.

Suma summarum, film można obejrzeć, zwłaszcza dla paru ważnych dla fabuły ilustracji, jednak nie jest to produkcja wybitna. Jako kino akcji sprawdza się umiarkowanie i odnoszę wrażenie, że można było dużo lepiej podejść do tematu.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Miałem niedawno również okazję obejrzeć nowego Terminatora. Początek filmu był bardzo udany - wizja post-apokaliptycznego świata była przekonująca i wciągająca. Niestety oprócz ciekawego świata przedstawionego, od strony fabularnej film prezentuje się tragicznie. Fabuła jest prosta jak drut i tak oczywista, że przez połowę filmu jesteśmy w stanie nie tylko przewidzieć co się wydarzy, ale nawet odgadnąć jakie dokładnie kwestie wypowiedzą bohaterowie. Jedyne wydarzenie, które miało choć marginalną szansę zaskoczenia widza jest zaspoilowane w trailerze. Nawet od strony efektów specjalnych, poza wspomnianą powyżej pierwszą połową godziny, film nie miał nic wyjątkowego do zaproponowania. Ze względu na mitologię świata 'Terminatora', warto może ten początek filmu kiedyś na kompie obejrzeć, ale wyjście do kina raczej odradzam.
User avatar
Szarodziej
Posts: 212
Joined: Mon Jan 12, 2009 5:15 pm
Location: Koniec

Re: Na co do kina?

Post by Szarodziej »

Najbardziej jednak rozbawiła mnie scena w której główny bohater - profesor historii na renomowanym uniwersytecie prosi o pomoc fizyczkę w tłumaczeniu z Łaciny...
Taa, to było śmieszne xD

Jednak jako film Anioły i Demony podobały mi się bardziej niż Kod da Vinci.
...Tańczcie marionetki, tańczcie!!!!!

Zrób zły uczynek. Wejdź na wiki polskiego nWoDu.
User avatar
Caerth
Posts: 513
Joined: Sun Feb 22, 2009 9:44 pm
Location: Above

Re: Na co do kina?

Post by Caerth »

Crow wrote:
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Miałem niedawno również okazję obejrzeć nowego Terminatora. Początek filmu był bardzo udany - wizja post-apokaliptycznego świata była przekonująca i wciągająca. Niestety oprócz ciekawego świata przedstawionego, od strony fabularnej film prezentuje się tragicznie. Fabuła jest prosta jak drut i tak oczywista, że przez połowę filmu jesteśmy w stanie nie tylko przewidzieć co się wydarzy, ale nawet odgadnąć jakie dokładnie kwestie wypowiedzą bohaterowie. Jedyne wydarzenie, które miało choć marginalną szansę zaskoczenia widza jest zaspoilowane w trailerze. Nawet od strony efektów specjalnych, poza wspomnianą powyżej pierwszą połową godziny, film nie miał nic wyjątkowego do zaproponowania. Ze względu na mitologię świata 'Terminatora', warto może ten początek filmu kiedyś na kompie obejrzeć, ale wyjście do kina raczej odradzam.
Tak jakby poprzednie części przewidywalne nie były..

Właśnie wróciłem z kina. Sala była pełna w 3/4 (seans na 10.45, wtorek), w większości fanów, sądząc po komentarzach.
Większości się podobało.

Czytałem zarzuty iż Terminatory po dwójce utraciły swoje przesłanie. Może to i prawda, lecz czwórka odzyskała to, co trójka zatraciła - klimat.
Film jest dla mnie powrotem do korzeni, to pierwszych scen pierwszego filmu serii.
Klimat wojny z maszynami, świat zniszczony wojną, ruch oporu walczący z przeważającym przeciwnikiem. Etc. Klimat. Olać fabułę, która faktycznie jest tam tylko po to, by pokazać kolejne efekty specjalne.
Idźcie obejrzeć film i poszukajcie nawiązań to poprzednich części i serii tv. Zobaczcie kozackiego Marcusa i wymuskanego Connora.
Oldschoolową kwaterę główną ruchu oporu.
Przecudownie zrobioną stację benzynową gdzieś na pustkowiach.
Wieżę Skyneta. I tak dalej.

ps w ramach czepiania się szczegółów, na diabła robotom oświetlenie, panele dotykowe, jasne barwy....
My soul is still the same
But it has many names
User avatar
Maczer
Posts: 523
Joined: Wed Jan 07, 2009 4:51 am

Re: Na co do kina?

Post by Maczer »

Jest godzina 3:14-ie i właśnie wróciłem z długo wyczekiwanego przez wielu Transformers II.

Dokladnie jak się można było spodziewać - nie zachwyca bardziej niż pierwsza część. Chyba, że oceniamy film wyłącznie pod względem efektów specjalnych to pod tym względem jest akurat co oglądać.
Ogólnie strasznie dużo drażniących rzeczy w filmie było - od bezceremonialnych reklam, przez zatracenie spójności z jedynką, po przerózne błędy natury logicznej. Ograniczę się do najwazniejszych.
-Największy problem to taki, że autorzy nie bardzo wiedzieli co chcą stworzyć. Naupychali wszystkiego ile się dało a nawet więcej. I tak co parę minut mamy klimat rodem z innego filmu. Przelatujemy tak przez Matrixa, Power Rangersów, Harrego Pottera, Indiana Johns-a (a tego to nawet całkiem sporo), a także i sporo gier po drodze przewinęło. Głowni źli wyglądają jak żywcem wzięci Necroni ze świata WH40K a porażający widok Optimus Prime-a wymachującymi dwoma mieczami a chwilę później... sierpami to ciężko nawet nazwać profanacją. Wymieniać tych rzeczy można by w nieskończoność.
Do tego widać, że twórcy chcieli stworzyć całą plejadę "fajnych" transformersów, trochę bardziej na czasie ale niestety zabrakło na nich czasu antenowego (poświęconego głównie synowi Indiana Johns-a błąkającego się po egipcie - nawet zwiedził te same lokacje co ojciec) tak więc pojawiają się tylko na początku i zanim można wyczaić po której są właściwie stronie, to już znikają w odmęcie fabuły. Choć mają lepiej niż większość nieszczęsnych transformersów z jedynki które w ogóle przepadły bez słuchy. Co najzabawniejsze, amerykanie wyczuli zapotrzebowanie na 'qjutne' i zabawne mechy i w tym kierunku sie też udali. Jedyny jeszcze który mógł być na poziomie okazal się tylko chwilową reklamą GMC. Gdzieś tam znika razem z wieloma innymi robotami. W przeciwieństwie do Chevroleta który musiał naprawdę sporo wpłacić na realizację filmu.
Zmienił się też stosunek sił. Tak jak w pierwszej części marines-i niemieli cienia szansy z pojedyńczym robotem, tak tutaj ze wsparciem paru czołgów robia sito bądź szarpnel z wszystkiego co wejdzie im w linię strzału
Na dokładke wkrada się ten typowo błyskotliwy amerykański humor, z robotem pierdzącym spadochronem czy dwoma psami uprawiającymi stosunek gdzie popadnie. Czysta poezja.

Filmu nie polecam zbytnio, ale nie mówię też, że zmarnowałem czas idąc do kina. Poza tym wiem, że wybierzecie się tylko dlatego, że wypada ;]

Niemniej jednak jeśli spodziewacie się jakiegoś fajnego zakończenia to się rozczarujecie, biznes się za dobrze kręci aby autorzy odmówili sobie trzecią część małego Johns-a i robotów z kosmosu.
Dalej sie uciec chyba nie dalo. Ale to i tak nie pomoglo =]
Post Reply