Na co do kina?
Moderator: Crow
Re: Na co do kina?
Ok.
Gran Torino.
Bez przesadyzmu i 'natchnienia chwila po obejrzeniu filmu' moge stwierdzic, ze to jest jeden z najlepszych 'deep' filmow jakie widzialem.
Polecam.
Gran Torino.
Bez przesadyzmu i 'natchnienia chwila po obejrzeniu filmu' moge stwierdzic, ze to jest jeden z najlepszych 'deep' filmow jakie widzialem.
Polecam.
If you ever become a mother, can I have one of the puppies?

9255655
Last Result:
DL Speed: 19463 kbps (2432.9 KB/sec transfer rate)
UP Speed: 1432 kbps (179 KB/sec transfer rate)
Latency: 45 ms

9255655
Last Result:
DL Speed: 19463 kbps (2432.9 KB/sec transfer rate)
UP Speed: 1432 kbps (179 KB/sec transfer rate)
Latency: 45 ms
Re: Na co do kina?
Push
Połączenie Tokyo Drift, Jumpera i Herosów. Film do obejrzenia na jeden raz, wiele momentów podczas seansu nudzi, fabuła usiłuje wyglądać na mroczniejszych X-menów (co jej wybitnie nie wychodzi)... z tym że ta mroczność przejawia się zazwyczaj tylko w gęstszym padaniu trupów. Główni aktorzy dobrani nawet nawet (nieletnia watcherka jest pocieszna, zwłaszcza moment, w którym się upiła :]), jednak ci drugoplanowi przyprawiają o chęć tłuczenia głową w klawiaturę (cała banda chinoli w sun goglach, drąca się jak Banshee wygrała nagrodę miesiąca XD). Fabuły streszczał nie będę, jest na tyle płytka że nie warto zawracać sobie nią głowy podczas oglądania.
Screamers - the Hunting
Pamięta ktoś film s-f o tytule Screamers (pol. Tajemnica Syriusza)? Oto i jego kontynuacja (jakby się jakiś "86" jeszcze nie zorientował >]). Ocenie krótko - omijać z daleka, chyba że jest się zagorzałym fanem s-f, a i wtedy traktować z dużym przymrużeniem oka, oglądać bardziej jako komedie niż fantastykę. Ci, którym podobały się druga i trzecia część Starship Troopers`ów, będą się czuli jak w domu :)
Połączenie Tokyo Drift, Jumpera i Herosów. Film do obejrzenia na jeden raz, wiele momentów podczas seansu nudzi, fabuła usiłuje wyglądać na mroczniejszych X-menów (co jej wybitnie nie wychodzi)... z tym że ta mroczność przejawia się zazwyczaj tylko w gęstszym padaniu trupów. Główni aktorzy dobrani nawet nawet (nieletnia watcherka jest pocieszna, zwłaszcza moment, w którym się upiła :]), jednak ci drugoplanowi przyprawiają o chęć tłuczenia głową w klawiaturę (cała banda chinoli w sun goglach, drąca się jak Banshee wygrała nagrodę miesiąca XD). Fabuły streszczał nie będę, jest na tyle płytka że nie warto zawracać sobie nią głowy podczas oglądania.
Screamers - the Hunting
Pamięta ktoś film s-f o tytule Screamers (pol. Tajemnica Syriusza)? Oto i jego kontynuacja (jakby się jakiś "86" jeszcze nie zorientował >]). Ocenie krótko - omijać z daleka, chyba że jest się zagorzałym fanem s-f, a i wtedy traktować z dużym przymrużeniem oka, oglądać bardziej jako komedie niż fantastykę. Ci, którym podobały się druga i trzecia część Starship Troopers`ów, będą się czuli jak w domu :)
Św. Adolf Onanista - patron niespełnionych malarzy
Re: Na co do kina?
No dobra, jeśli jeszcze nie wpadliście w pułapkę i wasza dziewczyna nie wyciągnęła was na Kochaj i Tańcz ( na które możecie z czystym sumieniem zabrać latarkę i książkę lub psp) i jeśli nie jesteście fanami Gejlorda z Twilighta (dla których właśnie leci Wyspa Dinozaura II) to polecam obejrzenie The Reader. Historia jest ciekawa, czegoś jej brakuje, ale wciąż dobrze gra na emocjach widzów. Nic nie będę spoilował, obejrzyjcie trailer.
We do not sow
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Re: Na co do kina?
Tak, stanowczo podpisuję się pod tym wyżej.. Kochaj i graj na PSP!
Last edited by Debart on Fri Mar 13, 2009 3:53 pm, edited 1 time in total.
Re: Na co do kina?
I ja też się podpisuje pod Kochaj i Psp. Albo Kochaj i Śpij. Film zapowiadał się ciekawie, ale ani to nie był "musical", ani tego tańczenia nie było dużo. Postacie średnio ciekawe, jeden przystojniak i jeden zbyt za bardzo (imho)(uwaga, trudne słowo do wymówienia :P ) skarykaturowany przyszły mąż.
< korm> O JEZU PANIE KURCZAKU NIECH PAN TEDY NIE WYCHODZI Q_Q
< korm> TAK UCZY JEZUS
< korm> TAK UCZY JEZUS
Re: Na co do kina?
Ja również miałem ostatnio przyjemność oglądać „Kochaj i tańcz” i nie mogę do końca zgodzić się z opiniami przedmówców. Owszem, historia przedstawiona w filmie jest stosunkowo prosta a poruszana tematyka nieco oklepana, choć nie trywialna. Film nikogo nie skłoni do przemyśleń natury egzystencjalnej, ale tak długo, jak widz jest nastawiony na kino o nieskomplikowanym przekazie, nie powinien się nudzić.
„Pierwszy Polski film taneczny” rzeczywiście opowiada o tańcu. Obowiązkowa historia miłosna jest więc przeplatana licznymi pokazami profesjonalnych tancerzy. Niektórym w odbiorze może przeszkadzać ‘teledyskowa’ praca kamery, uniemożliwiająca skupienie wzroku na konkretnych elementach pokazu, ale ogólne wrażenie artystyczne pozostaje dobre. No i, co chyba najważniejsze, muzyka została dobrana na prawdę dobrze. Można się było obawiać, że w Polskim filmie tanecznym nasi bohaterowie będą się poruszać w rytm Polskiego Hip-Hopu, lub popowych kawałków Ich Troje. Cała ścieżka dźwiękowa składa się z utworów światowej klasy, bez podobnych koszmarków.
Tak na prawdę, gdy po raz pierwszy obejrzałem trailer filmu, myślałem, że nie jest to produkcja polska. O ile widziałem w swoim życiu wiele bardzo dobrych polskich filmów, o tyle ich realizacja zawsze pozostawiała coś do życzenia. Nie wiem na przykład czemu polscy realizatorzy dźwięku tak uwielbiają podkreślać dźwięki tła akcji, wyciszając przy tym dialogi. Dużo do życzenia pozostawia też zazwyczaj jakość obrazu, z nieco wyblakłymi barwami i charakterystycznym polskim klimatem. W „Kochaj i Tańcz” szczęśliwie tego nie zauważyłem i gdyby nie język którym posługują się bohaterowie, byłbym przekonany, że to produkcja amerykańska.
Jako że film nie należy do szczególnie ambitnych, aktorzy nie mieli specjalnej okazji popisać się swoim kunsztem. Grająca główną rolę Izabella Miko wygląda co prawda świetnie (prawie tak dobrze jak Aria), ale chyba jedyną rolą, która zapadnie mi na dłużej w pamięci był charyzmatyczny choć cyniczny instruktor tańca, grany przez Jacka Komana. Z każdej wypowiedzi tanecznego guru można było odczuć bijącą moc i siłę przekonywania.
Film, jeszcze raz do podkreślę, jest optymistyczny do granic możliwości. Zapewne część osób określi go wręcz mianem ‘mdłego’. Wspomniana przez Norda przekarykaturyzowana postać męża była taka bo właśnie taka miała być, w świecie gdzie białe jest białe a czarne jest czarne. Gdyby budziła choć odrobinę więcej sympatii w widzu wybory podejmowane przez pozostałych bohaterów nie były by już tak jednoznaczne i zakłócony mógłby zostać sielankowy nastrój filmu.
Polecam „Kochaj i Tańcz” każdemu, kto ma ochotę wypocząć sobie w kinie przy lekkiej i nie wymagającej wysiłku umyslowego projekcji, podziwiając plastyczne obrazy taneczne przeplatane z śliczną twarzyczką pani Miko. Odradzam film fanom kina ambitnego i osobom, których nadmierny optymizm przyprawia o mdłości.
„Pierwszy Polski film taneczny” rzeczywiście opowiada o tańcu. Obowiązkowa historia miłosna jest więc przeplatana licznymi pokazami profesjonalnych tancerzy. Niektórym w odbiorze może przeszkadzać ‘teledyskowa’ praca kamery, uniemożliwiająca skupienie wzroku na konkretnych elementach pokazu, ale ogólne wrażenie artystyczne pozostaje dobre. No i, co chyba najważniejsze, muzyka została dobrana na prawdę dobrze. Można się było obawiać, że w Polskim filmie tanecznym nasi bohaterowie będą się poruszać w rytm Polskiego Hip-Hopu, lub popowych kawałków Ich Troje. Cała ścieżka dźwiękowa składa się z utworów światowej klasy, bez podobnych koszmarków.
Tak na prawdę, gdy po raz pierwszy obejrzałem trailer filmu, myślałem, że nie jest to produkcja polska. O ile widziałem w swoim życiu wiele bardzo dobrych polskich filmów, o tyle ich realizacja zawsze pozostawiała coś do życzenia. Nie wiem na przykład czemu polscy realizatorzy dźwięku tak uwielbiają podkreślać dźwięki tła akcji, wyciszając przy tym dialogi. Dużo do życzenia pozostawia też zazwyczaj jakość obrazu, z nieco wyblakłymi barwami i charakterystycznym polskim klimatem. W „Kochaj i Tańcz” szczęśliwie tego nie zauważyłem i gdyby nie język którym posługują się bohaterowie, byłbym przekonany, że to produkcja amerykańska.
Jako że film nie należy do szczególnie ambitnych, aktorzy nie mieli specjalnej okazji popisać się swoim kunsztem. Grająca główną rolę Izabella Miko wygląda co prawda świetnie (prawie tak dobrze jak Aria), ale chyba jedyną rolą, która zapadnie mi na dłużej w pamięci był charyzmatyczny choć cyniczny instruktor tańca, grany przez Jacka Komana. Z każdej wypowiedzi tanecznego guru można było odczuć bijącą moc i siłę przekonywania.
Film, jeszcze raz do podkreślę, jest optymistyczny do granic możliwości. Zapewne część osób określi go wręcz mianem ‘mdłego’. Wspomniana przez Norda przekarykaturyzowana postać męża była taka bo właśnie taka miała być, w świecie gdzie białe jest białe a czarne jest czarne. Gdyby budziła choć odrobinę więcej sympatii w widzu wybory podejmowane przez pozostałych bohaterów nie były by już tak jednoznaczne i zakłócony mógłby zostać sielankowy nastrój filmu.
Polecam „Kochaj i Tańcz” każdemu, kto ma ochotę wypocząć sobie w kinie przy lekkiej i nie wymagającej wysiłku umyslowego projekcji, podziwiając plastyczne obrazy taneczne przeplatane z śliczną twarzyczką pani Miko. Odradzam film fanom kina ambitnego i osobom, których nadmierny optymizm przyprawia o mdłości.
Re: Na co do kina?
Czterech facetów już obejrzało 'Kochaj i Tańcz' ...Boże... (co do Barta nie ma pewności >D).
Ja bym poszła na Koralinę, bo bardzo podobała mi się książka, ale boję się, że mi się adaptacja nie spodoba (marne szanse >D). Dzisiaj jest premiera. Ktoś się na Korcię wybiera?
*las rąk*
Thought so x)
Ja bym poszła na Koralinę, bo bardzo podobała mi się książka, ale boję się, że mi się adaptacja nie spodoba (marne szanse >D). Dzisiaj jest premiera. Ktoś się na Korcię wybiera?
*las rąk*
Thought so x)
My boy builds coffins, he makes them all day
But it's not just for work and it isn't for play
He's made one for himself, one for me too
One of these days he'll make one for you
For you
For you
For you
But it's not just for work and it isn't for play
He's made one for himself, one for me too
One of these days he'll make one for you
For you
For you
For you
Re: Na co do kina?
Nie ma pewności że co o_0Saovine wrote:Czterech facetów już obejrzało 'Kochaj i Tańcz' ...Boże... (co do Barta nie ma pewności >D).
Re: Na co do kina?
Sao nie ma pewności czy widziałeś film.
Crow sam to powiedziałeś:
- prosta fabuła
- oklepany temat
- ogół jest podzielony na czarne i białe
- film o nieskomplikowanym przekazie
- wszystko jest bardzo optymistyczne (gdzieś to już słyszałem ; )
Do tego dorzućmy, że to też romans i już mamy potencjalnych odbiorców:
kucharki i sprzątaczki.
I jeszcze wyszło zaraz po "Just dance".... bez komentarza.
Poza tym pierwszy polski filmem tanecznym był "Pan Tadeusz", od tego czasu wszyscy znają poloneza.
Crow sam to powiedziałeś:
- prosta fabuła
- oklepany temat
- ogół jest podzielony na czarne i białe
- film o nieskomplikowanym przekazie
- wszystko jest bardzo optymistyczne (gdzieś to już słyszałem ; )
Do tego dorzućmy, że to też romans i już mamy potencjalnych odbiorców:
kucharki i sprzątaczki.
I jeszcze wyszło zaraz po "Just dance".... bez komentarza.
Poza tym pierwszy polski filmem tanecznym był "Pan Tadeusz", od tego czasu wszyscy znają poloneza.
We do not sow
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Re: Na co do kina?
Ahh... to stad skojarzyłem matkę z guzikami zamiast oczu.Ja bym poszła na Koralinę, bo bardzo podobała mi się książka, ale boję się, że mi się adaptacja nie spodoba
Po pbejrzeniu Pusha w wielkim skrócie, szkoda czasu na odgrzewany bigos z Herosów.
USS George Washington - 90 tysiecy ton dyplomacji.