Na co do kina?

Poważne dyskusje nad sensem życia, polityką jak i wyborem nowej karty graficznej.

Moderator: Crow

User avatar
c914
Posts: 596
Joined: Sat Jan 03, 2009 10:30 am

Re: Na co do kina?

Post by c914 »

Wczoraj byłem w kinie na Underworldzie 3.

Do gustu przypadła mi postać Victora, bezwzględny i kochający uzurpator który jednak wie co robi. Jedyny minus to scena na tronie gdzie albo płacze albo zobaczył plamkę na koszuli. Szkoda też, że więcej w zbroi nie powalczył.

W porównaniu z pierwsza częścią, wyprana i za szybka była scena egzekucji.

Największy minus to brak epickości, niby mamy długą wielowiekowa wojnę a tak naprawdę widzimy zaściankowy zameczek z foseczką i jednym tarasikiem którego właściciel boi się wilków z lasu obok.
USS George Washington - 90 tysiecy ton dyplomacji.
User avatar
Saovine
Posts: 712
Joined: Fri Jan 02, 2009 10:51 pm
Location: Anywhere safe

Re: Na co do kina?

Post by Saovine »

Wypada podpisać się pod poprzednikami. Dla mnie U3 to po prostu taki romans w małym buntem w tle. Taki zwierz Romeo i przypalona Julia. Zastanawiałam się, jak ująć mieszane uczucia co do filmu, ale Cyf to dobrze określił. Brak epickości raził. Co prawda wampirom nie brakowało wyniosłości i zadzierania ryjków ponad rasy inne poza ich, aryjską (XD), ale przesiadywanie non toper w tej samej lokacji i widoki na te same miejsca po godzinie stawały się już naprawdę nudne. Też się zastanawiałam nad tymi ciuchami Lucka biegnącego po lesie, wcześniej był naguśki jak go khe stworzono.

Victor dla mnie był jakimś ciućmokiem oO Więcej nie spojrzę na ten plakat w centrum miasta >< Ta scena, o której pisał Cyf jest naprawdę śmieszna. Victor ma minę jakby zaraz po prostu miał wybuchnąć płaczem jak 3-latek.

Dużo nadrabia muzyka do filmu, jak zwykle w tego rodzaju filmach. Obraz może nie spełniać oczekiwań, ale OST jest wart wysłuchania ^^

My tam mieliśmy potem miłą rozmowę o 'tronie' Vicia ...hmm Vicio tzn "Wacek - dla znajomych" jak to twierdzi kalkulator p;

PS. Sonja naprawdę z wyglądu bardzo przypominała Selene
My boy builds coffins, he makes them all day
But it's not just for work and it isn't for play
He's made one for himself, one for me too
One of these days he'll make one for you
For you
For you
For you
User avatar
Xellas
Posts: 313
Joined: Sun Jan 04, 2009 12:23 am
Location: Gdańsk - tu gdzie smoki chodzą koło Fontanny Neptuna

Re: Na co do kina?

Post by Xellas »

Saovine wrote:Ta scena, o której pisał Cyf jest naprawdę śmieszna. Victor ma minę jakby zaraz po prostu miał wybuchnąć płaczem jak 3-latek.
Oj tak to było piękne, ale on parę razy miał podobne spojrzenie też w odniesieniu do ciuchów.

Ale tak się zastanowiłam i to wszystko jest wytłumaczalne, tutaj Victor jest młody i głupi, później już przecież parę setek lat minęło wyrobił się chłopak, dorósł, nabrał klasy, nabrał dystansu do ciuchów już się nie boi zabrudzić. Zresztą to nic dziwnego, w tamtych czasach ciężko było o dobry ciuszek to i się wkurzał jak mu się pobrudziły;p
Saovine wrote:Dużo nadrabia muzyka do filmu, jak zwykle w tego rodzaju filmach. Obraz może nie spełniać oczekiwań, ale OST jest wart wysłuchania ^^
Oj tak, tu się zgodzę, naprawdę fajna im wyszła.
Saovine wrote:PS. Sonja naprawdę z wyglądu bardzo przypominała Selene
Owszem, w pierwszej chwili myślałam, że to nawet ta sama aktorka, ale jednak szybko da się zauważyć spore różnice. Bardzo napuchnięte usta miała>.> I przez cały film miałam wrażenie, że zapomnieli ją uczesać, taki brzydki kołtun miała na głowie:(
Nie to co Selene<3
"Oh Xellas, bo przy Tobie nie idzie patrzeć na cycki, kiedy trzeba całą uwagę skupić na Twoich rękach i na tym, co aktualnie w nich trzymasz"
Satsuki

"To nie zjazdy robia sie do dupy. To wy normalniejecie na starość."
Korm
User avatar
Namakku
Posts: 331
Joined: Sun Jan 04, 2009 12:08 pm

Re: Na co do kina?

Post by Namakku »

Outlander (czyli dlaczego wyginęli wikingowie)


Nie mam w sumie zielonego pojęcia czy ten film wejdzie do kin polskich czy nie, jednakże na wszelki wypadek zamieszczam małą recenzję i odczucia po seansie.

Ogół:

Film przez pierwszą część rozpędza się dość wolno, jednak nie odczułem "syndromu ziewania", druga połowa zaczyna dość szybko nabierać tępa, problem tylko polega na tym iż czasem ma się wrażenie iż fabuła pchana jest na siłę bo twórcom zaczęło brakować czasu, w którym powinien zawrzeć się cały film. Odnośnie czasu zaś wspomnieć muszę iż film trwa około dwóch godzin, więc tu miłe zaskoczenie. Ścieżka dźwiękowa nie przeszkadza w oglądaniu i chociaż nie jest bardzo ambitna, mam zamiar dopaść w swoje rączki OST. Ogólnie film nie jest zły i ogląda się go przyjemnie, zwłaszcza że w klimatach s-f posucha ostatnio, jednak zaczynając seans nie spodziewajcie się niczego wybitnego.

Szczegół (spoilery... tak jakby):

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy - wikingowie wyglądają jak należy ( no niezupełnie, znalazłem kilka nieprawidłowości ale da się je przełknąć) Pisze o tym gdyż w większości nowych filmów jeśli już są jacyś nordlingowie ukazani, wyglądają jak banda troszkę szczuplejszych Arnoldów zakutych w zbroje z rogatymi hełmami. Dokładniej nie będę się rozpisywał nad tym zagadnieniem, ważne że wikingowie wyglądają wikingowo :P

Druga rzecz to główny bohater, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy, moja reakcja była "WTF, co to turecko/francuskie coś robi przed kamerą". Jednak po kilkunastu minutach człowiek się przyzwyczaja. W połowie filmu okaże się nawet że nasz hero nie jest takim znowu hero`sem, przynajmniej według swojej własnej oceny (osobiście zrzuciłbym kilka nuków więcej niż on i nucił przy tym "I`ve got the power" XD)

Trzecia rzecz czyli pan potworek czy raczej pani potworkowa. Wreszcie ktoś poszedł po rozum do głowy i alleluja mu za to. Bestyjkę w całej okazałości widzimy dopiero w drugiej połowie filmu. Wcześniej jest nam dawkowana jako zamazany obiekt, kształt w wodzie, cień w oddali czy światło w mroku (i nie, nie jest to metafora).

Cztery - ludzie. Nie wiem czy film miał być s-f czy thrillerem, jednak jeśli miał być tym drugim, nie udał się twórcom. Ludzi jest zdecydowanie zbyt dużo i jeśli któryś oddala się od grupy (powiedzmy w celu oddania nadmiaru płynów :P), możemy śmiało założyć że już po nim. Wyjątkiem jest tylko główny mofo.. erm... znaczy hero. Brak tu rozstawienia bohaterów tak aby widz nie miał pewności kto zginie, a kto przeżyje. Podsumowując: adrenalina skoczyła mi do góry tylko dwa razy podczas oglądania.

Piąty (element) poświęcam broniom czyli najbardziej absurdalnej części fabuły. Po krótce wygląda to tak - miecze wikingów przez cały film nie mogą utłuc gada, więc co robi główny mofo? Ano robi broń ze stopu metalu będącego wcześniej częścią kadłuba jego statku kosmicznego. Jak oni zdołali to przetopić w kuźni nie mam pojęcia do tej pory :]

szóstka będzie o elementach komicznych, których jest w filmie kilka, jednak o dziwo nie przeszkadzają one widzowi w odbiorze.

To chyba tyle, życzę smacznych chipsów i zimnej Coli podczas seansu :)
Św. Adolf Onanista - patron niespełnionych malarzy
User avatar
c914
Posts: 596
Joined: Sat Jan 03, 2009 10:30 am

Re: Na co do kina?

Post by c914 »

Obejrzałem film opisany przez Nita.. co prawda nie w kinie a na laptopie.
Jako całość oglądało się go dobrze. Połączenie sc-fi z klimatami wikingowskiej sielanki wypadło ciekawie. Film miejscami zaskakuje i większość spraw jest dobrze wytłumaczona. Główny hiroł całego zamieszania na całe szczęście nie jest biały jak kartka papieru i krystalicznie czysty jak woda z pobliskich źródeł... strzeżcie się białogłowy bo możecie zarobić kilka siniaków :P

Mankamenty o których napisał Nit zostają w mocy ale nie żałuje dwóch godzin spędzonych przed tym filmem.
USS George Washington - 90 tysiecy ton dyplomacji.
User avatar
Morgana
Posts: 71
Joined: Fri Jan 09, 2009 9:31 pm

Re: Na co do kina?

Post by Morgana »

"Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" (The Curious Case of Benjamin Button)
to jeden z najoryginalniejszych filmów, jakie ostatnio miałam okazję obejrzeć. Film jest długi (prawie 3h), jednak nie sprawia wrażenia przydługawego - akcja rozwija się dynamicznie od początku do końca. Historia niezwykła, ciekawie opowiedziana, dzieje się na granicy wyobraźni i rzeczywistości i jeśli komuś odpowiada taka konwencja, gwarantuję dobrą zabawę.

Po obejrzeniu zastanawiałam się, do jakiego gatunku krytycy zaliczają "Ciekawy przypadek...", ponieważ sama nie byłam w stanie tego określić. I oto znalazłam werdykt na jednej z uczonych stron poświęconych kinematografii: jest to... uwaga... dramat/fantasy/romans. Do wyboru, do koloru.

Myślę, że "Ciekawy przypadek..." należy do tych filmów, o których przed zobaczeniem powinno się wiedzieć jak najmniej - lektura recenzji, opisów i opinii innych psuje efekt zaskoczenia, który jest niezwykle istotny w tego typu produkcjach. Nie będę więc psuć zabawy.
User avatar
Saovine
Posts: 712
Joined: Fri Jan 02, 2009 10:51 pm
Location: Anywhere safe

Re: Na co do kina?

Post by Saovine »

Podpisuje się każdą macką pod pochwałami skierowanymi w stronę "Ciekawego Przypadku...". To wzruszający obraz i jego długość wcale nie jest przesadzona. Trzymam kciuki za dużo oskarów dla niego.
My boy builds coffins, he makes them all day
But it's not just for work and it isn't for play
He's made one for himself, one for me too
One of these days he'll make one for you
For you
For you
For you
User avatar
Tsuorama
Posts: 18
Joined: Mon Jan 12, 2009 4:32 pm
Location: Dublin / Ireland

Re: Na co do kina?

Post by Tsuorama »

Outlander jest calkiem niezly chociaz z filmow tego typu bardziej przypadl mi do gustu Pathfinder, ktory widzialem juz kilka razy.
Zwrociliscie uwage na to w jakim stopniu Outlander jest podobny w niektorych momentach do Thorgala? Nie siega komiksowej legendzie do stop, ale fabula sama w sobie jest podobna.
If you ever become a mother, can I have one of the puppies?
Image
9255655
Last Result:
DL Speed: 19463 kbps (2432.9 KB/sec transfer rate)
UP Speed: 1432 kbps (179 KB/sec transfer rate)
Latency: 45 ms
User avatar
c914
Posts: 596
Joined: Sat Jan 03, 2009 10:30 am

Re: Na co do kina?

Post by c914 »

Ciekawy Przypadek... obejrzałem, i co ciekawe wytrzymałem te 3 godziny filmowego romansu tylko po to by dowiedzieć się jaka będzie następna scena i jak skończy się cała historia. Stwierdzam ze nadaje się do obejrzenia przez mniej "uczuciowych" osobników :P

Teraz coś starszego w kinach już nie do obejrzenia: "Tropa de Elite" brazylijski film złych policjantach w favelach Rio. Cała fabuła toczy się luźno wokół kapitana który ma już serdecznie dosyć odstrzeliwania nastolatków i chce odejść ze służby.
Sam film wygląda trochę jak paradokument i wrzuca widza w sam środek brutalnej akcji bez zbędnej otoczki fabularnej. Pokazuje dużo prawdy o tym, że tak naprawdę winni przemocy w slumsach Miasta Boga ponoszą wszyscy. A twory takie jak Batalion do Specjalnych Operacji Policyjnych jest winkiem niechęci do szukania innych poza najprostszymi metodami rozwiązania problemu favel i narkobiznesu
USS George Washington - 90 tysiecy ton dyplomacji.
User avatar
GvS
Posts: 706
Joined: Fri Aug 29, 2008 8:48 pm

Re: Na co do kina?

Post by GvS »

Polecam "Jagodową Miłość". Nowe dzieło mojego ulubionego reżysera, Wong Kar Waia, z dużym bonusem w postaci debiutu aktorskiego Norah Jones. Film widziałem już ponad rok temu i z radością mogę stwierdzić że pomimo przeniesienia akcji do Ameryki reżyserowi udało się zachować swój specyficzny styl.
Więcej na temat reżysera i filmu można przeczytać tutaj.
A necromancer is just a really late healer.
Post Reply