
Witajcie moi drodzy. Jak co roku tak i dziś budzi się we mnie PGRowski ergonomista. Przeglądam swoje stare talie, które niezmiennie służą mi od wielu księżyców i jak co roku zadaję sobie pytania:
jak działać, aby było
-szybciej?
-skuteczniej?
-stabilniej?
Pytania, które mnie dręczą to podstawowe pytania, jakie zadanie sobie chyba każdy twórca talii a tym razem padło na burn.
Ale zacznijmy od początku:
Przyłapałem się na tym, że po wielu miesiącach orania combo, control, mill i counter deckami, nabrałem nagle ochoty aby trywialnie wygrać z kimś w 4 tury spopielając go doszczętnie czerwonymi czarami. No bo ileż można grać licząc się z tym że każda gra zajmie 40-50 minut?
Chciałem czegoś szybkiego i prostego. Gry w starym stylu "jeżeli w 5-6 turze jeszcze nie wygrałeś to poddaj się i zaczynaj następną grę bo szkoda czasu."
W radosnym uniesieniu zerknąłem tedy do folderu Magic Workstation/Decks i... klops. "Burn.dec" wyparował. Przeszukałem wszystkie zakamarki szperając za tym urwisem ale wpadł jak kamień w wodę.
-Sigh- westchnąłem- nie ma rady, trzeba znaleźć coś z sieci.
Założyłem gogle na ślepia i zanurkowałem w odmęty sieci z postanowieniem ściągnięcia pierwszego lepszego burnu i wypróbowania go w walce.
Ale moi drodzy, tragedia! Najświeższy burn jaki udało mi się znaleźć miał przeszło rok czasu! X_X
Były oczywiście decki korzystające z jego poszczególnych elementów ale to nie było to, czego chciałem. Co rusz jakieś mieszanki- red/green, red/black, red/white i wszechobecne nadużywanie Tarmogoyfa. (paskuda jedna)
Zapadłem w zadumę- Jakże to? Czyżby burn został tak zaniedbany iż nikomu nie chciało się go unowocześniać? Czyżby upadły chlubne tradycje? Czy nie ma nic świętego? Czy czerwień stała się tak słaba, że nikomu się to nawet...nie opłaca?
Nie! Nie zamierzałem tego tak zostawić. Włączyłem Magic Workstation, zarzuciłem filtry na czerwień+sorcery+instant+creature i zabrałem się do budowania.
Oto co wysmażyłem:
// Lands
4 [OD] Barbarian Ring
16 [TSP] Mountain
// Creatures
4 [10E] Mogg Fanatic
4 [4E] Ball Lightning
4 [CFX] Hellspark Elemental
2 [DIS] Rakdos Pit Dragon
// Spells
4 [CHK] Lava Spike
4 [4E] Lightning Bolt
4 [LG] Chain Lightning
3 [DD2] Incinerate
3 [VI] Fireblast
4 [TSP] Rift Bolt
4 [EX] Price of Progress
// Sideboard
SB: 2 [TSP] Mountain
SB: 3 [GP] Shattering Spree
SB: 4 [CFX] Volcanic Fallout
SB: 3 [SC] Sulfuric Vortex
SB: 3 [CFX] Banefire
Jest to oczywiście wersja wynikowa. Zanim do niej doszedłem wypróbowałem kilka innych, na przemian zmieniając ilości czarów/critów, wymieniając karty w sajdboardzie podczas testowania itd.
Jednym z największych dylematów na jakie natrafiłem był dociąg. Jak łatwo sobie wyobrazić- przy takiej ilości czarów w talii i stworów, które po zadaniu obrażeń schodzą ze stołu, szybko można zostać z niczym na ręce i być skazanym na wykonywanie pojedynczych przypaleń co draw. Miałem kilka teorii jak to rozwiązać:
1. Browbeat

Jaki Browbeat jest, każdy widzi. Główny z nim problem to nie to, że kosztuje horrendalne 3 many ani to, że trzeba go rzucić w swojej turze. Główny problem to możliwość wyboru dawana przeciwnikowi (sic!). Jeżeli przed rzuceniem Browbeat nie doprowadziliśmy przeciwnika na skraj śmierci (czyli 6-7 życia), wówczas zawsze wybierze damage.
O jakże chętnie oddałbym jedną kartę z tych trzech, które przyznaje ten czar, aby tylko Browbeat brzmiał -
"Draw 2 cards or Deal 4 damage to a target player."
Niestety, w obecnym brzmieniu wynikową rzucenia Browbeat jest to, że przeciwnik odejmuje sobie 5 życia a my zostajemy z pustą ręką. Następnie on przez dwie tury atakuje nas Tarmogoyfem i zaliczamy zgon.
Z tego powodu odrzuciłem Browbeat jako zbyt niestabilną kartę.
2. Howling Mine

Drop drugoturowy, artefaktyczny, wydawałoby się- idealny. Daje stabilny dociąg co turę, uodparnia na nieprzyjemności związanych z discardem, pomaga przeciwko deckom z dużą ilością szybko rosnących critów...
Gdyby tylko był jeszcze jakiś sposób aby go stapować przed turą przeciwnika. Niestety, rzucenie tego w drugiej turze oznacza iż
a) tracimy okazję by rzucić dwa spelle zadające razem 6 dmg
b) dajemy przeciwnikowi podwójny draw w następnej turze
Dodatkowo, używanie Howling Mine przemienia szybki burn deck w coś bliskiego red control. Jeżeli nie będziemy używać naprzemian czarów do zdejmowania critów przeciwnika to zajedzie nas stworami, które dzięki naszej wspaniałomyślności dociąga w podwójnym tempie.
A skoro połowa spelli idzie w crity to nie ma różnicy pomiędzy tym a dociąganiem jednego spella na turę.
Utrata HP u przeciwnika postępuje z taką samą prędkością. Zdecydowałem zatem, że zachowam ten slot na coś innego i drogą testów odrzuciłem Howling Mine.
3. Damage wielokrotny.
Moim pierwszym pomysłem było używać czegoś co byłoby w stanie zarówno atakować jak i zadawać burnowe obrażenia. Spróbowałem zatem używać tego pana:

"Kart w grejwie miewam sporo i nie planuję ich powrotu na rękę. Co mi szkodzi wyrzucić je poza grę?"-pomyślałem. W praniu wyszło jednak, że pomimo tego, iż wprowadziłem fetchlandy aby zwiększyć ilość kart w grejwie, Lavamanta nijak nie współgra z Barbarian Ringiem. Kart było za mało na Threshold. Dodatkowo okoniem stanęła sprawa jego kruchości.
Jako stwór z 1 toughness zabijany jest praktycznie przez wszystko. (I to najczęściej wówczas, gdy nie mam otwartej many aby w ostatnim zrywie użyć go do zestrzelenia czyjegoś stworka.) Za którymś razem mając tego serdecznie dosyć, splunąłem na jego stygnące zwłoki i szepnąwszy z pogardą "useless" wyrzuciłem go z decku.
Następnie spróbowałem czegoś twardszego:

Z racji tego, że to artefakt, a mało kto trzyma Disenchanty w głównym decku, Cursed Scroll ginął znacznie rzadziej niż Lavamanta. Sadly - jak wykazały testy, nie spełniał dobrze swojej roli.
Koszt tapu był na tyle duży, że nie mogłem już zagrać żadnego spella. (Pamiętajcie, że burn gra zazwyczaj na 3 landach), a tapując scroll pod koniec tury przeciwnika musiałem wybierać między użyciem go ponownie za turę a zagraniem np Ball Lightning.
Po raz kolejny się zawiodłem i rzekłem Cursed Scrollowi au revoir.
Tak więc- pozostałem bez drawu. Szło się załamać gdy nagle wpadłem na pomysł.
Dodałem do decku Hellspark Elemental.

To najnowszy zawodnik ze stajni Wizardsów i muszę przyznać, że wspaniale wpasował się w mechanike burn decku. Zagrywam go w turze numer 2 za 2 many, atakuje, zadaje 3 obrażenia. W turze trzeciej wskrzeszam go z grejwa za 2 many i atakuje ponownie. Suma sumarum- to tak jakby dostać dwie karty w cenie jednej. 6 ataku za 4 many na przestrzeni dwóch tur? Sounds like a good deal to me. >3
Cel został osiągnięty. Plan pięcioletni.. tfu...pięcioturowy wykonany, panie ministrze.
Zatem bez dalszego przedłużania pozwólcie, że opiszę strategię gry tym deckiem. (gdyż i przy burnie trzeba mieć strategię)
1. tura - spell za 1 many zadający (3 dmg) lub suspend Rift Bolta.
2. tura - Spark Elemental lub dwa spelle zadające (3 dmg każdy- total 6 dmg) lub 1 Incinerate z końcem tury przeciwnika (3dmg)
3. tura - wskrzeszamy sparka i strzelamy z dodatkowego czaru (6dmg total) lub zagrywamy Ball Lightning (6 dmg)
4. tura - walimy tym co zostało lub wskrzeszamy Sparka, w razie potrzeby poświęcamy dwa mountainy by strzelić (za 4dmg) z Fireblast.
W wypadku wystąpienia trudności, poświęcamy w następnej turze Barbarian Ring lub rzucamy Price of Progress aby wyrwać przeciwnikowi ostatnie punkty HP.
Comedia finita. W ciągu 4-5 tur wygraliśmy pojedynek.
To czego nie jestem pewien w tym decku, to dwie karty:
Rakdos Pit Dragon w MD oraz Shattering Spree w SB.

Smoczuś wylądował tu odrobinkę z rozpędu. Pomyślałem, że w wypadku gdy natknę się na zasłonę ze ścian przyda się coś co może latać i zadawać 6 dmg z first strikiem gdy mam pustą rękę. To jedyny kawałek głównego decku, jaki jest zorientowany na late metagame i który kosztuje więcej niż 3 mana.(Fireblast nie liczę za 6 bo zawsze zagrywam je z poświęcenia).
Na oko wydaje się dość porządny ale mam wątpliwości co do niego. Głównie dlatego, że nie posiada haste'a. Jeżeli macie jakieś sugestie czym mogę go zastąpić byłbym wdzięczny.
Drugi kawałek:

Klasyczny artifact removal, to czym czerwień nadrabia brak możliwości usuwania enchantmentów, jednak nie jestem do końca przekonany. Zauważyłem bowiem, że gdy ktoś sajduje na burn zazwyczaj wrzuca Chalice of the Void i ustawia go tak by kontrował spelle z 1mana cost. Wówczas Shattering staje się zupełnie bezużyteczny.
Zastanawiałem się nad wrzuceniem masowych niszczarek artefaktów, którym zamiast kosztu mana można poświęcić dwa Mountainy lub nad wrzuceniem w sajd zielonych, masowych niszczarek enchantów, które zamiast kosztu many można opłacić boostem HP dla przeciwnika.
Do tej pory nie jestem zbytnio przekonany. Proszę o wasze opinie.
Ps. Jeżeli ktoś z was się zastanawia co robią w sajdzie 2 Mountainy- już tłumaczę. Ponieważ wszędzie króluje ta cholerna kontra, zguba czerwonych decków, postanowiłem postawić na niekontrowalne czary. Niestety, aby Banefire spełnił swoją rolę musi zostać zagrany za 6 many. Do tego potrzebuję podnieść mana curve. Wstawiam góry za 2 Mogg Fanatyków a Bane za Incinerate. Następnie czekam spokojniutko na sześć landów podczas gdy przeciwnik wykłada się na stole.
Usłyszane od nadętego bubka z blue control: "What? Uncounterable? WTF!?" -jest bezcenne >3
Z tego samego powodu w sajdzie znajdują się Volcanic Fallout. A aż 4 dlatego, że spełniają również funkcję Pyroclasmu przeciwko upierdliwym Elfom, Wróżkom bądź Kithkinom. Nie ma ucieczki przed niebem, nie ma ucieczki przed Volcanic Fallout - jak to zwykłem mawiać w takich wypadkach. Dodatkowo zadaje obrażenia playerom więc działa jak Pyroclasm+Shock w instancie. Cóż, taki bolesny Shock ale ludziska... To czerwony deck, nie bójmy się oberwać po pyszczku gdy jednocześnie pieczemy przeciwnika. Warto przecież. ^^
Ps 2. Liczebność kart w decku ma swoje znaczenie. Karty, które mają 4 kopie to karty, które chciałbym mieć w startowej ręce. Karty po 3 mogą dojść później. Nie są na tyle dobre by chcieć je mieć na wejście, ale też nie na tyle złe aby się ich pozbyć na dobre.
Ps 3. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, opinie albo sugestie dotyczące mojego decku będę zachwycony mogąc je usłyszeć. Zachęcam was także gorąco do zaprezentowania swoich burn decków i opowiedzenia o nich. Co działa fajnie, co jak się łączy z czym? Gdzie szukać synergii a czego unikać? Czekam na wasze zdanie.
Do następnego razu.
Kłania się, Lord Farmazon.